Mijający weekend pasażerowie amsterdamskiego portu zapamiętają jako powrót lotniczego horroru.

Holendrzy mieli już kłopoty z zapewnieniem normalnego funkcjonowania Schiphol na początku lata, kiedy do kontroli bezpieczeństwa ustawiały się kilometrowe kolejki i na odprawę trzeba było czekać godzinami stojąc daleko poza budynkiem terminala.

Czytaj więcej

Lotnisko w Amsterdamie zapłaci za chaos. Na co mogą liczyć pasażerowie?

Lotnisko wtedy zdecydowało się na wymuszenie na przewoźnikach zmniejszenia liczby pasażerów do 100 tysięcy dziennie, czyli o połowę. Tym pasażerom, którzy przez nieudolność portu stracili połączenia i pieniądze zaoferowano odszkodowania. Zatrudniono także dodatkowych funkcjonariuszy i wydłużono czas ograniczeń w odprawach podróżnych do 29 października, czyli do końca sezonu letniego. Zalecono również pasażerom, by starali się podróżować wyłącznie z bagażem ręcznym.

Czytaj więcej

KLM będzie odwoływać loty przez całe wakacje. Brakuje personelu do ich obsługi

I wydawało się, że sytuacja zaczyna się stabilizować. Rzeczywiście tak było, ale tylko do minionej soboty, 20 sierpnia, kiedy na Schiphol znów pojawiły się bardzo długie kolejki, czas oczekiwania wydłużył się do ponad 3 godzin, a funkcjonariusze kontroli bezpieczeństwa przestali sobie dawać radę z odprawami. Samoloty odlatywały bez coraz bardziej zdenerwowanych pasażerów, bo czekając na nich straciłyby sloty. Dochodziło do incydentów i musiała interweniować lotniskowa policja. Niektóre rejsy były opóźnione o trzy godziny, a nawet więcej.

Rzecznik Schiphol wyjaśnił, że rzeczywiście ten weekend będzie bardzo trudny, bo do pracy przyszło mniej osób, niż powinno.