Dobra wiadomość jest taka, że w 2050 r. transport lotniczy ma być neutralny dla środowiska. Lotnictwo odpowiada za ok. 2 proc. globalnych emisji.

– Wbrew pozorom ten termin jest naprawdę bardzo bliski ze względu na ogrom pracy, jaką musimy wykonać – mówi Sebastian Mikosz, zastępca szefa IATA.

Ta redukcja ma się odbyć stopniowo, dzięki wprowadzeniu na masową skalę ekologicznych paliw (SAF), nowym technologiom, zmianach w infrastrukturze i transakcjom offsetowym na rynku CO2. Dla linii, które muszą się do tego przygotować już teraz, to ogromne koszty. Chociażby SAF jest dzisiaj trzy–cztery razy droższe od spalanej powszechnie nafty lotniczej, a pasażerowie bardzo niechętnie dopłacają do biletów kwoty pokrywające neutralizację emisji. Robi to tylko co dziesiąta osoba kupująca bilety, pięć lata temu robiła co 100. Najhojniejsi są Europejczycy.

Zmiany są wprowadzane w chwili, gdy branża pogrążona jest w kryzysie wywołanym globalną pandemią Covid-19. Według wyliczeń IATA będzie ona kosztowała przewoźników 201 mld dol. Najgorszy był rok 2020 ze stratami 137,7 mld dol. W tym roku sięgną one 51,8 mld dol., czyli więcej, niż prognozowane w kwietniu 47,7 mld dol. W 2022 sięgną 11,6 mld dol. Dlatego mimo pomocy publicznej sięgającej 243 mld dol. zbankrutowało na świecie już kilkadziesiąt linii lotniczych. I to nie koniec.

Czytaj więcej

Konferencja IATA. Przewoźnicy liczą straty i czekają na ruch biznesowy

Niektóre linie będą musiały jeszcze raz sięgnąć po pieniądze podatników. Wśród nich jest LOT, który już otrzymał prawie 3 mld zł, i portugalski TAP. Ale są i takie, które wolały się zapożyczyć na rynkach, byle tylko oddać publiczne pieniądze. – Zawsze wolałem korzystać z rynku niż z kasy państwowej – mówi Carsten Spohr, prezes Lufthansy.

Ciężar ograniczeń

Przewozy pasażerskie rosłyby szybciej, gdyby nie nadal obowiązujące ograniczenia. Praktycznie zamknięta jest Azja, a najważniejszy z tamtych rynków – Chiny – mają szansę otworzyć się dopiero w połowie 2022 r. Nie wiadomo, kiedy będzie można latać do Indii, Tajlandia to się zamyka, to otwiera. Podobnie z Singapurem, który nie zamierza szybko wrócić do regulacji sprzed pandemii. USA miały być otwarte na przyjazdy turystyczne w połowie roku, teraz chcą przyjmować zaszczepionych i przetestowanych pasażerów od początku listopada.

Czytaj więcej

IATA : swobodne podróże samolotem po Europie są zagrożone

W tym roku będzie o 60 proc. pasażerów mniej niż w 2019 (2,3 mld), za rok o 39 proc. mniej (3,4 mld). Jedyna dobra wiadomość to przewozy cargo, które rosną i mają rosnąć dalej. W tym roku o 7,9 proc., a za rok o 13,2 proc.

Pasażerów byłoby więcej, nawet przy obecnych ograniczeniach, gdyby regulacje w różnych krajach nie zmieniały się jak w kalejdoskopie. Zdaniem Willie Walsha, dyrektora generalnego IATA, ograniczenia w podróżach dla zaszczepionych są bez sensu: – Powinni oni mieć pełne prawo do swobodnych podróży. Dlatego rządy muszą zrobić wszystko, aby ci, którzy chcą otrzymać szczepionkę, mieli do niej dostęp – dodał szef IATA.

Podwyżki cen usług

Jednocześnie Willie Walsh ostro skrytykował partnerów linii lotniczych – agencje kontroli ruchu lotniczego, lotniska, firmy handlingowe – które chcą wyrównać swoje straty i podnoszą opłaty. Dostało się agencjom europejskim, żądającym średnio o 40 proc. więcej niż w chwili wybuchu kryzysu, ich kanadyjskim i etiopskim kolegom, którzy chcą od 2022 podnieść opłaty o 30 i 35 proc. więcej.

W Polsce lotniska i linie lotnicze protestują przeciwko wnioskowi Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej, która zdecydowała się podnieść opłaty nawigacyjne i terminalowe o 30 proc. od 2022 r. Nie lepsze są lotniska. W USA z możliwości podniesienia opłat skorzystała większość portów, podobnie amsterdamski Schiphol (+40 proc. w trzy lata). Rekord pobiło londyńskie Heathrow, które chce od linii lotniczych aż o 90 proc. więcej.

Czytaj więcej

Na taki kryzys nikt nie był gotowy

– W każdym razie policzyliśmy już, że podwyżki opłat nawigacyjne i lotniskowe zmusiły przewoźników, i to tylko w tym roku, do wydania 2,3 mld dolarów więcej – mówi Willie Walsh.

Skrytykował ceny testów na Covid-19, do których jest doliczany VAT, co znaczy, że na zdrowiu pasażerów zarabiają też państwa (w Polsce najtańszy test PCR, którego wymaga większość krajów, kosztuje od 280 do ponad 500 zł). – I jeśli się takim sytuacjom nie sprzeciwimy już teraz, będzie jeszcze gorzej – ostrzega szef IATA.