75 proc. pracowników Delty jest zaszczepionych. W klinikach amerykańskich wykorzystano do tego 150 tysięcy dawek szczepionki, które mogli bezpłatnie przyjmować nie tylko pracownicy linii, ale i ich rodziny, a także znajomi.
Jak powiedział w ostatnią środę prezes przewoźnika, Ed Bastian niezaszczepieni są dla firmy zbyt drodzy, bo narażeni na zwiększone ryzyko zachorowania na COVID-19. — Średni koszt pobytu w szpitalu chorego na COVID-19 to 50 tys. dolarów. Ta podwyższona składka jest więc niezbędna, ponieważ niezaszczepieni stanowią dla nas podwyższone ryzyko. Wszyscy pracownicy Delty, którzy zachorowali nie byli zaszczepieni — mówił.
Dodatkowo jeszcze wszyscy niezaszczepieni będą mieli obowiązek noszenia masek (wprowadzony został natychmiast 25 sierpnia), a od 12 września mają być testowani raz w tygodniu.
— Pandemia koronawirusa jest globalnym kryzysem w służbie zdrowia i jednym z najbardziej niebezpiecznych wyzwań, z jakimi się musimy zmierzyć w całym naszym życiu. W ciągu kilku ostatnich tygodni zaczęła się rozprzestrzeniać mutacja Delta, bardzo agresywna odmiana wirusa. Stąd nasze decyzje — tłumaczył Ed Bastian.
W innych amerykańskich liniach lotniczych szczepienia już są obowiązkowe, a zwolnione od tego są pojedyncze osoby. Każdy, kto nie może być zaszczepiony, jest testowany raz w tygodniu. W United jeśli ktoś może, ale nie chce się zaszczepić, straci pracę 30 września.
W Kanadzie pracownicy branży lotniczej mają czas do końca października, ale np. w regionalnych Porter Airlines od początku września wszystkich obowiązuje przedstawienie zaświadczenia o pełnym zaszczepieniu bądź negatywnego wyniku testu na COVID-19 powtarzanego co 5 dni. Natomiast na pokłady wszystkich linii lotniczych wpuszczane są jedynie osoby w pełni zaszczepione.
W całych Stanach Zjednoczonych 202 mln osób, czyli 60,9 proc. populacji przyjęło przynajmniej jedną dawkę szczepionki, a w pełni zaszczepionych jest 51,6 proc.