Ministerialny program Teatr Polska odrodził występy w terenie. Spektakle będzie można jeszcze oglądać do połowy grudnia. Do tej pory obejrzało je 21 tysięcy widzów.

– Chcieliśmy pokazać w mniejszych ośrodkach wartościowe spektakle, bo zazwyczaj goszczą tam chałtury albo inscenizacje lektur – powiedział Maciej Nowak, dyrektor Instytutu Teatralnego, który rozdysponował 1 mln zł wyasygnowany przez ministra kultury. – Pokrywamy koszty honorariów artystów oraz promocji. Gminy zapewniają sale. Przedstawienia są grane wieczorem. Cena biletów wynosi 20 zł.

W programie biorą udział m.in. sceny samorządowe z Bielska-Białej, Koszalina, Legnicy, Szczecina, a także Usta Usta Republika, Fundacja Tadeusza Słobodzianka i Teatr Polonia Krystyny Jandy.

– Czekaliśmy na wyjazdy i spotkania z nową publicznością jak na święto – mówi Maria Seweryn z Teatru Polonia, która pokazuje „Darkroom” Przemysława Wojcieszka m.in. w Bełchatowie i Iławie.

[srodtytul]Z dala od telewizji[/srodtytul]

Objazd to jedna z form kontaktu z widzami poza macierzystą sceną. Inną są gościnne występy. Na afisz gdańskiego Wybrzeża wszedł „Zmierzch bogów” z udziałem warszawskich aktorów Ewy Dałkowskiej, Władysława Kowalskiego i Mariusza Bonaszewskiego.

– Przyjąłem zaproszenie z Wybrzeża także ze względów sentymentalnych – mówi Władysław Kowalski. – Przeżyłem tu niezapomniany rok 1959, kiedy zagrałem w „Kapeluszu pełnym deszczu” Andrzeja Wajdy i „Smaku miodu” Konrada Swinarskiego. Żaden z późniejszych sezonów nie przebił tego pierwszego, jeśli chodzi o emocje. Wracając do Gdańska, czuję się dość dziwnie. Z jednej strony odczuwam debiutancką tremę, z drugiej zastanawiam się, czy koło, które zatoczyłem, czasem się nie zamknęło.

Aktorzy często decydują się na gościnne występy ze względu na współpracę z innymi ważnymi artystami.

– Mam tolerancyjną żonę, która jest życzliwie nastawiona do niegasnącej we mnie nadziei, że moje artystyczne eskapady będą okazją do nadzwyczajnego spotkania, które mnie oświeci lub odmieni – mówi Jan Peszek.

Autopromocja
Nowość!

Trzy dostępy do treści rp.pl w ramach jednej prenumeraty

ZAMÓW TERAZ

– Na tak zwanej prowincji różnie bywało, ale jest tam tylu wybitnych aktorów, że starczyłoby na niejedną stolicę – mówi Henryk Talar, który zagrał gościnie m.in. Wierchowieńskiego w Poznaniu, Piszczyka w Chorzowie i Świętoszka w Białymstoku. – Ważne jest to, że cały czas poświęcają teatrowi, nie biegając od radia do telewizji, z telewizji do filmu.

[srodtytul]Bydgoska lady Makbet[/srodtytul]

Zdarzają się jednak i negatywne reakcje zespołów na import aktorów. – Miałam zagrać lady Makbet w teatrze w Bydgoszczy – wspomina Ewa Dałkowska. – Tak się złożyło, że miałam wtedy urodziny, zorganizowałam przyjęcie, które przebiegło bardzo sympatycznie. Odbyła się premiera i nic nie wskazywało na to, że bydgoski zespół ma w swoich szeregach prawdziwą lady Makbet: osobę o chorobliwych ambicjach. Nie mogła znieść gościnnych występów. Kipiała z zazdrości. Zakulisowymi intrygami sprawiła, że po kilku pokazach dyrektora odwołano, a spektakl zszedł z afisza. W Wybrzeżu czuję się dobrze. Gram też gościnnie w przedstawieniu Teatru im. Słowackiego „Tango Piazzola” i mam wrażenie, że tęsknię do krakowskich aktorów z wzajemnością.

Do gościnnych występów zniechęca słaba sieć komunikacyjna. Mało kto godzi się, żeby po przejechaniu kilkuset kilometrów grać jeszcze wieczorem na scenie. Do wyjątków należy Jan Peszek, któremu niestraszne było nawet pokonywanie trasy z Krakowa do Słupska, co zajmuje – w obie strony – około 20 godzin.

– Pomimo okropnego stanu dróg i arogancji kierowców lubię podróżować samochodem, a nawet odpoczywam, prowadząc. Jazda i zmienność krajobrazu są dla mnie okazją do wielu przemyśleń, pobudzają do aktywnej refleksji, a animuje mnie do tego dodatkowo muzyka, której uwielbiam słuchać w samochodzie.

O życiu w objeździe wiele mówi anegdota Jana Peszka o Zygmuncie Hubnerze. – Na zawsze pozostał dla mnie wzorem dżentelmena i Europejczyka, dlatego wielkie było moje zdziwienie, gdy po pracy na planie filmu „Bluszcz”, zapraszając mnie na herbatę, wyjął grzałkę i metalowy kubek. Skomentował rzecz następująco: to jest moja odpowiedź na to, co mnie otacza, czuję się niezależny. Ja też niezwykle cenię sobie niezależność i samochód jest jej gwarancją. Nawet jeżeli wyjeżdżam na kilka dni, zabieram ze sobą ekspres do kawy i toster. W ten sposób tworzę również namiastkę domowej atmosfery.

[srodtytul]Grzanie ławy[/srodtytul]

Ewa Dałkowska przyznaje, że często wybierała wóz Tespisa, czyli życie w objeździe, nie z własnej woli. – Mój macierzysty teatr nie zabiegał wcale o mój udział w spektaklach – mówi aktorka.

– Występy gościnne można porównać do wypożyczenia piłkarza do innego zespołu – potwierdza Henryk Talar. – We własnym klubie grzeje się ławę, a jest ochota do gry lub chce się występować nie tylko dla ukłonów. Będąc już w Ateneum, pojechałem do Poznania, gdzie u wybitnego reżysera Józefa Grudy zagrałem Wierchowieńskiego w „Biesach”. Po powrocie do Warszawy dyrektor Janusza Warmiński powiedział do mnie: – No, nie wiedzieliśmy, jakiego dobrego aktora mieliśmy w teatrze!

Więcej informacji o programie Teatr Polska [link=http://www.polska.e-teatr.pl]www.polska.e-teatr.pl[/link]