Reklama

Romeo i Julia z getta

„Dybuk", najsłynniejszy dramat żydowski, wraca w nowatorskiej inscenizacji Mai Kleczewskiej.

Aktualizacja: 16.04.2015 21:14 Publikacja: 16.04.2015 20:07

Dramat Szymona An-skiego to legenda żydowskiego teatru, jidyszowa wersja „Romea i Julii", oparta na ludowej legendzie opowiadającej o duszy zmarłego ucznia jesziwy wcielającej się w ciało ukochanej. Z tęsknoty i miłości, która przeżyła śmierć.

„Dybuk" to również legenda polskiego teatru. W ostatnich dekadach wystawiał go Krzysztof Warlikowski z udziałem Magdaleny Cieleckiej i Andrzeja Chyry (2003), posiłkując się poholokaustową prozą Hanny Krall. Wcześniej sztukę An-skiego reżyserował Andrzej Wajda w Starym Teatrze (1988). Przed wojną, w 1937 roku, powstała pełnometrażowa fabuła w jidysz. Scenariusz konsultował poeta Anatol Stern.

Mottem spektaklu Mai Kleczewskiej jest cytat z Wyspiańskiego „I ciągle widzę ich twarze, / ustawnie w oczy ich patrzę – ich nie ma, / – myślę i marzę, / widzę ich w duszy teatrze". Teatr Żydowski stoi dziś na dawnym terenie dzielnicy żydowskiej, która w 1939 roku skupiała 450 tysięcy mieszkańców. Później powstało getto. Niewielu warszawskich Żydów ocalało.

– Wszystkie postaci w „Dybuku" nie żyją – mówi „Rzeczpospolitej" Maja Kleczewska. – Nie żyją od dawna, bo nie ma żydowskich sztetli, bożnic, w których odbywały się żydowskie śluby. Nie ma żebraków, którzy podczas wesela mogli tańczyć z panną młodą. Nie ma młodych kabalistów, którzy pragnęli poznać prawdę.

Plac Grzybowski

Po tym świecie oprowadza nas Przewodnik – Meszulach, figura spoza czasu, zawieszona między życiem a śmiercią. Być może to obozowy muzułmanin, który nie należy do żadnego ze światów: figura wykluczona i tajemnicza, pozbawiona tożsamości.

– To on opowiada o zamordowanym świecie – mówi Maja Kleczewska. – Opowiada historię dzisiaj, nam współczesnym, którzy spotykają się na placu Grzybowskim: historię pamięci splątanej, która dzieje się we wszystkich czasach jednocześnie.

Reżyserka podkreśla, że duże znaczenie ma dla niej pamięć aktorów. Ich nieżyjący już przyjaciele-aktorzy wspominali warszawskie getto. To ich babcie milczały o doświadczeniu Auschwitz. To aktorzy przechowują w pamięci ślady wszystkich spektakli „Dybuka", w których brali udział. Pamiętają swoje role, role przyjaciół, sceny, sytuacje.

Reklama
Reklama

– W dużej mierze ta pamięć tworzy tkankę naszego spektaklu – mówi Maja Kleczewska.

Łukasz Chotkowski, dramaturg, dodaje, że w spektaklu wykorzystane są relacje świadków, którzy przeżyli warszawskie getto.

– Mówią oni o Warszawie tamtego czasu, o ulicach, miejscach, które nadal istnieją, a na których obecnie stoją ekskluzywne wieżowce, budowane są nowe biurowce – mówi Łukasz Chotkowski. – Pamięć świadków jest dalej żywa i musimy zawsze ją przywoływać, nawet gdy robi się wszystko, by o nich nie pamiętać. Chodzi nam o pamięć codzienną, nie tylko obchodowo-rocznicową, której zawsze towarzyszą konflikt, kłótnia o winę i niewinność. Mieliśmy z tym do czynienia choćby ostatnio podczas obchodów wyzwolenia Auschwitz.

Dla Mai Kleczewskiej ważne jest również to, by podkreślić złamane przymierze pomiędzy narodami.

– Przed wojną w Polsce mieszkało 3,5 miliona Żydów. Najwięcej w Europie – tłumaczy Łukasz Chotkowski. – Po wojnie zaś 300 tysięcy.

– W czasach pokoju koegzystencja dwóch narodów wydawała się możliwa i harmonijna, czas wojny rozdzielił te oba narody. Czas wojny przekreślił wielowiekową wspólnotę – dodaje reżyserka.

Reklama
Reklama

– A do końca została wymazana z pamięci w 1968 roku, kiedy większość Żydów została wypędzona z kraju, który współtworzyli – puentuje Łukasz Chotkowski.

Serce świata

Jednym z centralnych punktów inscenizacji jest scena Sądu Tory, w której oskarżycielem jest nieboszczyk.

– To dla mnie scena o nieukojonej pamięci, która brutalnie domaga się zadośćuczynienia. Podobnie jak duch Ojca w „Hamlecie" – mówi Maja Kleczewska i dodaje, że spektakl grany jest w dwóch językach: – Aktorzy mówią po polsku i w jidysz, języku, którego już prawie nie ma, bo został zabity wraz z ostatnimi sztetlami. W naszym spektaklu się odrodzi, bo „Dybuk" nasączony jest wielowiekową tradycją, religią i historią Żydów.

Maja Kleczewska wspomina swoje obawy z pierwszych prób: – Na pierwszych próbach wydawało się, że nie zdążymy w krótkim czasie nauczyć się całego tego świata z jego zasadami i prawami, ale aktorzy Teatru Żydowskiego okazali się wyrozumiałymi nauczycielami. Są jednak wciąż w tekście An-skiego momenty, które są tajemnicą.

Dotyczy to zwłaszcza kabały i tajemniczej śmierci Chunona. – Spotykaliśmy się z wieloma kabalistami, jednak żaden do końca nie chciał nam, niemówiącym w świętym języku, naświetlić jej tajemnic – mówi Łukasz Chotkowski. – Próbą odpowiedzi na tajemnicę i śmierć jest finałowy monolog Meszulacha, w którym mówi m.in: „A gdyby serce świata przez małą choćby chwilę nie widziało czystego źródła, utraciłoby ono swoją siłę żywotną". Mowa tu o miłości. „Szir Haszirim" – „Pieśń nad pieśniami" – prowadzi Leę i daje jej siłę do buntu, rebelii przeciwko skostniałym strukturom.

Historia Lei, przez którą miłość przepływa, która kieruje się miłością, ma być odpowiedzią na rozpacz i samotność.

Reklama
Reklama

65-lecie Teatru Żydowskiego

– Jakby to ona właśnie miała nieść nadzieję – mówi Maja Kleczewska.

Teatr
„Albo jesteś pod Putinem, albo z nim walczysz”. Rosyjski reżyser Iwan Wyrypajew dla „Rzeczpospolitej”
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Teatr
Spektakl na czwartą rocznicę agresji Rosji na Ukrainę
Teatr
Komisja programu Teatr Ministerstwa Kultury poszła drogą wykluczeń. Niszowi eksperci sabotują festiwale
Teatr
Rzeź kilku czołowych festiwali w Instytucie Teatralnym
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama