Reklama

Teatry coraz wyżej się cenią

Kultura i pieniądze. Nawet 220 zł trzeba zapłacić za bilet na spektakl teatralny. Czy dlatego, że miejsc dla widzów ubywa?

Aktualizacja: 08.04.2011 23:19 Publikacja: 07.04.2011 19:47

Najdroższe bilety na „Kruma” kosztują teraz 220 zł. W 2005 r. widzowie płacili kilkadziesiąt zł

Najdroższe bilety na „Kruma” kosztują teraz 220 zł. W 2005 r. widzowie płacili kilkadziesiąt zł

Foto: Fotorzepa, Wojciech Grzędziński Woj Wojciech Grzędziński

Najdroższe bilety na "Kruma" Krzysztofa Warlikowskiego w TR Warszawa kosztują już 220 zł. Cena szokuje i wywołuje kontrowersje – również dlatego, że teatr, który ją podyktował, otrzymuje miejską dotację. W zeszłym roku było to ok. 9 mln zł.

– Po premierze "Kruma" w 2005 r. bilety kosztowały kilkadziesiąt złotych – tłumaczy Tomasz Janowski, wiceszef TR Warszawa. – Spektakl był długo grany, pokazywaliśmy go na wielu prestiżowych festiwalach, gdzie obrósł światową sławą. Teraz mieliśmy dylemat: rezygnujemy z przedstawienia albo wznawiamy go, uwzględniając wysokie koszty. Na początku przyjęliśmy zasadę "im wcześniej, tym taniej" i bilety w przedsprzedaży kosztowały do 160 zł, z czasem podnieśliśmy ceny. Dlaczego? Bo nasze koszty rosną, a dotacje nie. Zdjęliśmy nawet cennik ze strony online.

Janowski zapowiada, że ceny biletów będą ogłaszane wraz z nowym repertuarem, po każdorazowej analizie kosztów.

– Spektakle grane od kilku lat nie mogą mieć stałych cen, gdy warunki finansowe się zmieniają. Odpowiadamy za budżet i nie możemy go przekroczyć – podkreśla.

Bramki na wyjeździe liczą się podwójnie

Reklama
Reklama

Tak daje znać o sobie problem, o którym ludzie sztuki mówią od dawna – polskie państwo łoży na kulturę 0,5 procent budżetu, najmniej w Unii Europejskiej, gdy wydatki na ten sam cel w innych państwach członkowskich stanowią nawet kilka procent.

A koszty rosną, podobnie jak honoraria.

– "Krum" ma znakomitą i dużą obsadę, aktorów grających gościnnie, a więc po wyższych stawkach dla kameralnej, ledwie 120-osobowej widowni – mówi Janowski.

Ponad 20 tys. wpływów z przedstawienia ma pokryć koszty teatru, zespołu technicznego i artystycznego, m.in. Stanisławy Celińskiej, Danuty Stenki, Anny Radwan-Gancarczyk, Mai Ostaszewskiej, Jacka Poniedziałka i Zygmunta Malanowicza.

Dyrektor Jankowski odmawia rozmowy o honorariach. Skądinąd wiadomo, że poza stolicą najlepsi aktorzy zatrudnieni na etatach zarabiają ok. 500 zł za spektakl, w Warszawie – do ok. 1000 zł.

W komercyjnych teatrach, np. w Capitolu – nawet powyżej 2000 zł. Są to jednak wyjątki.

Reklama
Reklama

– Nie będę mówił o pieniądzach, ale decyduje prawo popytu, a wiadomo, że bramki strzelone na wyjeździe liczą się podwójnie – mówi Jan Englert, dyrektor artystyczny Teatru Narodowego, który występuje gościnnie w spektaklu TR Warszawa "T.E.O.R.E.M.A.T." oraz w "Przygodzie" w teatrze Polonia.

– W Polonii nie gram dla pieniędzy, zarabiam mniej niż u siebie – zastrzega się Wojciech Malajkat, dyrektor Syreny.

Ceny biletów rosną też w teatrach prywatnych. W Polonii najwięcej – po 100 zł – trzeba zapłacić za "Boską" z Krystyną Jandą, a także najnowszą premierę "32 omdlenia" z Jandą, Ignacym Gogolewskim i Jerzym Stuhrem. Polonia wprowadziła też, wzorem koncertów pop i specjalnych eventów, pulę biletów premium – za 150 zł. Cena obejmuje miejsca w pierwszych rzędach, lampkę wina i program z autografami aktorów.

150 zł kosztują najdroższe bilety w teatrze 6. Piętro na "Zagraj to jeszcze raz, Sam" z Kubą Wojewódzkim, Michałem Żebrowskim i Danielem Olbrychskim.

Taniej jest w teatrze Kamienica. – Wiem, ile zarabiają zwykli ludzie, dlatego sprzedaję bilety w cenie 30 – 70 zł – mówi dyrektor Emilian Kamiński. – Nie mam stałej dotacji, dlatego ambitniejsze pozycje bilansuję wpływami z zamkniętych pokazów dla firm, kiedy gram lżejszy repertuar i organizuję kolacje. Dzięki temu stać mnie nawet na imprezy charytatywne. Ale gdyby nie eventy, bilety musiałyby kosztować około 200 zł.

Dorabiają w Dzień Kobiet

Reklama
Reklama

– U nas trzeba zapłacić za obejrzenie spektaklu do 50 zł – zaznacza Krzysztof Mieszkowski, dyrektor Teatru Polskiego we Wrocławiu, dotowanego przez sejmik wojewódzki i Ministerstwo Kultury. – Tylko w Dzień Kobiet albo sylwestra staramy się dorobić. Wtedy bilety kosztują 80 zł. Skutek podnoszenia cen jest widoczny na festiwalach, gdzie coraz mniej jest młodzieży i studentów. Po prostu ich nie stać. Warszawa, jak to stolica, rządzi się własnymi prawami.

Produkcję scen prywatnych i publicznych trudno porównać. Abstrahując od kwestii artystycznych, w prywatnych teatrach reżyser i scenograf muszą dostosować się do okrojonego budżetu. Dekoracje mają być mobilne, żeby dało się je złożyć w kilka godzin i wziąć na gościnne występy.

– W teatrach publicznych mamy ten luksus, że głównym obowiązkiem jest spełnianie misji – podkreśla Englert. – Dlatego nie musimy przede wszystkim myśleć o wpływach z kasy.

Mała sala, drogi bilet

Chodząc do teatru coraz częściej widzimy, że przestrzeń widowni się kurczy. Coraz rzadziej siedzimy w fotelach. Buduje się nad nimi przenośny amfiteatr, tył sali zaś, loże i balkony zieją pustką.

Reklama
Reklama

– Zawsze zachęcam reżyserów do pracy na dużej scenie, której widownia mieści 400 miejsc, a sprzedaż biletów sprawia, że zwracają się koszty – mówi dyrektor Mieszkowski. – W tradycyjny sposób pokazujemy "Sen nocy letniej" i "Hamleta" Moniki Pęcikiewicz oraz "Kuszenie cichej Weroniki" Krystiana Lupy. Są jednak sytuacje, kiedy względy artystyczne przemawiają za inną inscenizacją.

W "Tęczowej Trybunie" Moniki Strzępki i Pawła Demirskiego widzowie, tak jak aktorzy, znajdują się na scenie, widownia zaś pełni rolę stadionu budowanego z myślą o Euro 2012. Także "Szajba" w reżyserii Jana Klaty ma mniej widzów, bo muszą się zmieścić pod foliowym namiotem, gdzie rozgrywa się sztuka o polskim badylarstwie.

W Narodowym Englert pokazuje "Księżniczkę na opak wywróconą", wyłączając z użytkowania siedem pierwszych rzędów. – Aktor na skuterze musi się gdzieś rozpędzić – tłumaczy. – Z balkonu nie byłoby go widać. Dlatego jest zamknięty. Generalnie staram się grać, wykorzystując wszystkie miejsca, ale nie statystyka jest kryterium oceny artyzmu. Teraz mam w planach kameralną sztukę z Anną Seniuk i Januszem Gajosem i nie zagram jej dla dużej widowni, bo widzowie z ostatnich rzędów nie odebraliby wszystkiego, co chcemy pokazać.

Jednym z największych hitów Narodowego jest "Tango" Mrożka w reżyserii Jerzego Jarockiego. Nie można na nie dostać biletów. A są w ofercie Narodowego najdroższe – do 90 zł. – Decyduje powodzenie spektaklu, ale też pojemność Sceny Kameralnej, gdzie wchodzi tylko 80 osób – tłumaczy Englert.

Mimo to mówi się, że zmniejsza się widownię z obawy o słabszą frekwencję. – Chcemy grać dla większej widowni – zaprzecza Janowski. – Z niecierpliwością czekamy na oddanie do użytku nowej siedziby w gmachu Centrum Sztuki Nowoczesnej, co, niestety, nastąpi dopiero w 2016 r. Będziemy tam mieli ok. 500 miejsc. Geometria widowni i sceny ma być zmienna. Będzie ją można dopasować do warunków spektaklu.

Reklama
Reklama

– Polskie teatry, np. w porównaniu z niemieckimi, mają małe sale, grają za rzadko, a długie przerwy i rozstawianie dekoracji kosztuje, co odbija się na cenach biletów – mówi Jan Klata. – Ale pamiętajmy też, że po 1989 r. nie zbudowano w Polsce żadnego nowego gmachu teatralnego. A stare są przestarzałe. Ciężko w nich pracować.

Najdroższe bilety w historii polskiego teatru

"Tamara" Macieja Wojtyszki w teatrze Studio – równowartość 15 dolarów; 1990 r. (w cenę wliczono szampana, kolację z aktorami i deser, bilet do Teatru Wielkiego kosztował wtedy równowartość 1 dol.).

"Tamara" Tomasza Dutkiewicza w Łazienkach Królewskich – 220 zł; 2004 r. (w cenę wliczona była kolacja)

"Tramwaj" Krzysztofa Warlikowskiego z Isabelle Huppert – 280 zł; 2010 r. (koprodukcja Odeon Theatre z Paryża i Nowego Teatru)

Reklama
Reklama

"Zagraj to jeszcze raz, Sam" Eugeniusza Korina, teatr 6. Piętro – 150 zł; 2010 r.

"Krum" w reżyserii Krzysztofa Warlikowskiego (TR Warszawa) – 220 zł; 2011 r.

Teatr
„Albo jesteś pod Putinem, albo z nim walczysz”. Rosyjski reżyser Iwan Wyrypajew dla „Rzeczpospolitej”
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Teatr
Spektakl na czwartą rocznicę agresji Rosji na Ukrainę
Teatr
Komisja programu Teatr Ministerstwa Kultury poszła drogą wykluczeń. Niszowi eksperci sabotują festiwale
Teatr
Rzeź kilku czołowych festiwali w Instytucie Teatralnym
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama