Do zdarzenia doszło w ostatni piątek, gdy włoska policja zauważyła furgonetkę, należącą do swoich francuskich odpowiedników w pobliżu Claviere - ośrodka narciarskiego na granicy między południowo-wschodnią Francją a północno-zachodnimi Włochami.

Francuscy funkcjonariusze wyprowadzili z furgonetki dwóch mężczyzn, wypuścili ich do pobliskiego lasu, po czym wsiedli do auta i zawrócili do Francji.

Prokuratorzy we Włoszech wszczęli śledztwo w sprawie incydentu, który częściowo został zarejestrowany na kamerach, należących do włoskich oficerów.

Francuskie władze potwierdziły w poniedziałek wieczorem, że furgonetka żandarmerii rzeczywiście przekroczyła granicę podczas operacji deportacji nielegalnych imigrantów. Według prefektury Hautes-Alpes funkcjonariusze poinformowali posterunek policji po stronie włoskiej, ale nie mieli pozwolenia na wjazd do Włoch.

Żandarmi zaangażowani w sprawę byli nowi na tym stanowisku i nieznani na tym obszarze - wyjaśnia teraz prefektura, tłumacząc się "błędem ze strony oficerów".

Wyjaśnienie to nie zadowoliło rządu Włoch, a minister spraw wewnętrznych Matteo Salvini zażądał "jasnych, szybkich i jednoznacznych odpowiedzi" z Paryża.

- Nie chcę wierzyć, że Francja (Emmanuela) Macrona wykorzystuje swoją własną policję do potajemnego wyładunku imigrantów we Włoszech - powiedział Salvini, jeden z najgłośniejszych krytyków francuskiego prezydenta. - Ale jeśli ktoś poważnie myśli, że może wykorzystać nas jako europejski obóz dla uchodźców, łamiąc prawa, granice i porozumienia, to jest w błędzie - zapowiedział.

Nie po raz pierwszy alpejska granica jest powodem napięć między Francją i Włochami. W kwietniu Rzym wezwał francuskiego ambasadora, by złożyć skargę na francuskich celników, którzy przekroczyli granicę w poszukiwaniu mieszkańca Włoch, którego podejrzewali o przemyt narkotyków na dworcu kolejowym w miejscowości Bardonecchia.