Pochodzący z Tatarstanu Ramil Szamsutdinow był żołnierzem poborowym w jednostce wojskowej w Kraju Zabajkalskim. 25 października podczas zmiany warty zaczął strzelać do innych żołnierzy, ośmiu z nich zmarło, dwóch zostało ciężko rannych. 

Sprawa rzuciła cień na sytuację w rosyjskiej armii, która w ostatnich latach została dużym kosztem zmodernizowania. Wyżsi rangą przedstawiciele armii twierdzili, że udało im się pokonać problem znęcania się nad poborowymi przez pozostałych żołnierzy.

Rosyjski minister obrony Siergiej Szojgu zapewniał w ubiegłym roku, że problem przemocy w armii został zażegnany.

"Żałuję, że nie mogłem się powstrzymać i że uciekłem się do tego ekstremalnego kroku, ale nie miałem innego wyjścia. Nie mogłem już dłużej znosić złego traktowania" - napisał Szamsutdinow w liście otwartym, który w mediach społecznościowych opublikował jego adwokat Rusłan Nagijew.

"Nie spodziewałem się, że zakończy się to takim piekłem. Nie miałem gdzie uciec, ani gdzie się poskarżyć" - dodał.

Rosyjskie media informowały, że poborowemu grożono gwałtem. Oficerowie go bili i zabierali pieniądze.

Rosjanie w wieku 18-27 lat są prawnie zobowiązani do odbycia rocznej służby wojskowej. Szamsutdinow powiedział, że chciałby kontynuować swoją karierę w armii. Przeprosił rodziny swoich ofiar.