Rosyjskie samoloty miały w czwartek wznowić ataki na miasta Darat Izza i Atareb w prowincji Aleppo, podczas gdy turecka artyleria miała wspierać ataki prowadzone przez walczących z armią Baszara el-Asada armią rebeliantów w An-Najrab (miasto w prowincji Aleppo) oraz Sarakib (miasto w prowincji Idlib).

Turecka armia miała ustanowić też linię obrony, która ma powstrzymać syryjską armię i irańskie milicje przed dalszą ofensywą w prowincji Idlib.

Podczas dzisiejszych starć zginęło dwóch tureckich żołnierzy, a pięciu zostało rannych.

Łącznie w ostatnich tygodniach w prowincji Idlib zginęło co najmniej 15 tureckich żołnierzy. 

Przedstawiciel tureckiego rządu w Ankarze powiedział Bloombergowi, że Turcja mogłaby użyć myśliwców F-16 do zaatakowania wojsk syryjskich, gdyby na tureckiej granicy rozstawiono systemy Patriot. 

Waszyngton nie odpowiedział jeszcze na prośbę Ankary. Dokument w tej sprawie miał w ubiegłym tygodniu trafić do Jamesa Jeffreya, wysłannika USA ds. Syrii.

Komentarza w tej sprawie odmówił ambasador USA w Turcji. Sprawy nie skomentowali rzecznicy Białego Domu i Rady Bezpieczeństwa Narodowego USA.

Tureckie Ministerstwo Obrony poinformowało, że dziś żołnierze zginęli w nalocie. Nie sprecyzowano, czy dokonał tego samolot syryjski czy rosyjski. Rosjanie przekazali, że ich samoloty Su-24 przeprowadziły naloty w celu powstrzymania ofensywy syryjskich rebeliantów wspieranych przez turecką artylerię.

W 2018 roku Turcja i Rosja porozumiały się co do stworzenia strefy deeskalacji w Idlib. Na podstawie porozumienia obie strony stworzyły na terenie prowincji swoje posterunki obserwacyjne. Teraz niektóre tureckie posterunki są otoczone przez syryjską armię.

W środę Erdogan zagroził rozpoczęciem pełnowymiarowej operacji wojskowej przeciwko syryjskiej armii, jeśli ta nie powstrzyma ofensywy i nie wycofa się na wcześniej zajmowane pozycje.