Rosja zaprzecza oskarżeniom, że jej wywiad wojskowy stoi za cyberatakiem, którego celem było m.in. biuro wyborcze kanclerz Niemiec. Ze skrzynki pocztowej Angeli Merkel miały zostać wykradzione e-maile.

Sekretarz stanu Miguel Berger poinformował ambasadora Rosji, że rząd zaapeluje o powołanie się na unijny mechanizm sankcji wobec osób odpowiedzialnych za ten atak.

UE zatwierdziła w ubiegłym roku system zamrażania aktywów hakerów i wprowadzenia zakazu wjazdu na teren wspólnoty.

Federalni prokuratorzy wydali 5 maja nakaz aresztowania rosyjskiego obywatela Dmitrija Badina w związku z atakiem, a niemieckie ministerstwo stwierdziło, że istnieją wiarygodne dowody na to, że w czasie ataku należał on do wojskowych służb wywiadowczych GRU.

"Nakaz aresztowania Dmitrija Badina został wydany na podstawie podejrzenia, że oskarżony spiskował z innymi dotychczas anonimowymi osobami w celu prowadzenia działań wywiadowczych przeciwko Niemcom w imieniu tajnych służb obcego mocarstwa" - oświadczyło ministerstwo.

W środę ambasada rosyjska w Berlinie stwierdziła, że urzędnicy niemieccy nie byli dotychczas w stanie przedstawić faktów, które mogłyby stanowić podstawę oskarżenia wobec Moskwy.