Aleksijewicz poinformowała radio Swaboda, że do jej mieszkania w centrum Mińska dobijają się agenci w cywilu. Jest wzywana przez domofon, a przed domem stoją dwa autokary.
Pisarka poinformowała też, że odbiera głuche telefony z nieznanych numerów i poprosiła dziennikarzy o przyjazd przed dom, w którym mieszka.
Swiatłana Aleksijewicz jest ostatnią pozostającą na Białorusi na wolności osobą z siedmioosobowego prezydium Rady Koordynacyjnej powołanej przez Swiatłanę Cichanouską. Pozostali zostali aresztowani lub zmuszeni do opuszczenia kraju, lub uprowadzeni, jak Maria Kolesnikowa.
Aleksijewicz wystosowała oświadczenie.
"Żaden z moich podobnie myślących przyjaciół nie został w prezydium Rady Koordynacyjnej. Wszyscy są albo w więzieniu, albo wyrzucani za granicę. Maksim Znak był ostatni.
Po nas przyjdą następni. Powtarzam: Nie przygotowywaliśmy zamachu stanu. Chcieliśmy zapobiec rozłamowi w naszym kraju. Chcieliśmy, aby na Białorusi rozpoczął się dialog. Łukaszenka mówi, że nie będzie rozmawiał z ulicą, a ulica to setki tysięcy ludzi, którzy codziennie przeciw niemu protestują. To nie jest ulica. To są ludzie".