William Barr,  powszechnie postrzegany jest jako jeden z najbardziej zagorzałych zwolenników Donalda Trumpa, jeszcze przed wyborami ostrzegał, że w dobie pandemii, gdy Amerykanie będą się obawiać pójścia do lokali wyborczych i masowo mogą wybierać głosowanie korespondencyjne, szczególnie łatwo będzie o wyborcze oszustwa.

W wywiadzie dla Associated Press Barr stwierdził, że choć agenci federalni wnikliwie sprawdzali każde zgłoszenie podejrzenia oszustwa, nie znaleźli żadnych dowodów, które mogłyby zmienić wynik wyborów.

Jeszcze w zeszłym miesiącu Barr, mimo niewielu argumentów przemawiających za masowymi oszustwami, notatką  upoważnił wszystkich prokuratorów federalnych do "ścigania istotnych zarzutów". Złamał w ten sposób zasadę kultywowaną przez Departament Sprawiedliwości, która przed oficjalnym ogłoszeniem wyników wyborów zakazuje tego typu działań.

Ta decyzja Barra spowodowała, że do dymisji podał się wysoki urzędnik kierujący departamentem odpowiedzialnym za śledztwa związane z wyborami.

William Barr zanegował  masowe oszustwa wyborcze, mimo ustawicznych zapewnień Donalda Trumpa o ukradzionym zwycięstwie i nieuznawaniu wygranej Joe Bidena.

Dziś w mediach społecznościowych Trump komentuje przesłuchania wyborców w zliczającym ponownie głosy Michigan. Pisze m.in. o ciężarówce przewożącej setki tysięcy fałszywych kart wyborczych. "TO STRASZNE -  RATUJMY AMERYKĘ!".

Jak niemal każdy tweet Trumpa dotyczący wyborów, i ten opatrzony jest klauzulą "To twierdzenie o oszustwach wyborczych jest kwestionowane".