W całej Rosji trwają masowe protesty przeciwko zatrzymaniu, a obecnie również skazaniu opozycjonisty Aleksieja Nawalnego.

Nawalny, który w połowie stycznia wrócił do kraju po kilkumiesięcznym leczeniu zatrucia Nowiczokiem w Niemczech, natychmiast po wylądowaniu w Rosji został zatrzymany.

Władze stwierdziły, że nie dotrzymał warunków zwolnienia warunkowego sprzed kilku lat i wystąpiły o odwieszenie wyroku.

Już po zatrzymaniu Nawalnego jego współpracownicy i zwolennicy nawoływali do masowych protestów. Przez Rosję przeszły wielotysięczne demonstracje, brutalnie tłumione przez policję.

Więzienia w rosyjskich miastach są przepełnione, bo zatrzymano tysiące osób.

Dziś rzecznik Kremla, pytany o represje wobec zatrzymanych, wyraził zdziwienie tym sformułowaniem. Uznał, że nie można nazwać represjami zatrzymanie osób, które uczestniczą w nielegalnych wiecach.

- Nie ma żadnych represji, nie mogą się zgodzić z tak przesadnie emocjonalną oceną. Są tylko środki podejmowane przez policję przeciwko łamiącym prawo uczestnikom nielegalnych demonstracji - stwierdził rzecznik.

Pieskow uważa, że osoby, które na udział w wiecach się zdecydowały, są "ofiarami prowokatorów".

Dwa dni temu, mimo apeli rządów wielu państw, Nawalny został skazany na 3,5 roku pobytu  kolonii karnej. Spędzi tam 2,5 roku, bo moskiewski sąd zaliczył mu na poczet wyroku 10 miesięcy, które spędził w areszcie domowym.