W poniedziałek od rana pod bramą łagru tzw. IK-2 w miejscowości Pokrow (około 100 kilometrów na wschód od Moskwy) stali adwokaci Nawalnego, ale ani nie wpuszczono ich do środka, ani nie poinformowano, gdzie jest.

Według wcześniejszych informacji najbardziej znanego rosyjskiego opozycjonistę przywieziono tam 27 lutego. Już 4 marca okazało się j,ednak że trafił nie do IK-2 (łagru słynącego z ostrego reżimu i psychicznego znęcania się nad więźniami), ale do leżącego 50 kilometrów na północ IK-3 (zwykłego aresztu śledczego). Tyle że stamtąd też zniknął pod koniec ubiegłego tygodnia i teraz nie wiadomo, co się z nim dzieje.

Sąd w Moskwie, który we wtorek będzie rozpatrywał kolejną sprawę przeciw niemu, wysłał pismo z prośbą o przywiezienie go na rozprawę właśnie do IK-2. Ale nieoficjalnie sędziowie przyznali, że o tym, iż opozycjonista siedzi w Pokrowie, dowiedzieli się z internetu.

– Strażnicy powiedzieli, że zameldowali naczalstwu, i kazali czekać – poinformował jeden adwokatów Nawalnego czekających pod bramą łagru.

Równocześnie ze zniknięciem opozycjonisty władze dokonały w Moskwie pogromu wśród niezależnych działaczy, z których większość sympatyzuje z Nawalnym. W jednym z hoteli zwołali oni zjazd niezależnych radnych miejskich z całej Rosji. Na spotkanie przyjechało 200 osób. Ale po 40 minutach na salę obrad wkroczyła policja i wszystkich zatrzymała.

Mundurowi nie byli w stanie wytłumaczyć, dlaczego wszystkich pakują do aresztanckich bud. W końcu okazało się, że na zebraniu „naruszono normy sanitarno-epidemiologiczne". – Były odnotowane określone naruszenia, które stały się przyczyną odpowiednich działań – wyjaśnił rzecznik Kremla. Za to rosyjscy internauci zaproponowali wpisanie do Księgi Guinessa największego jednorazowego zatrzymania radnych.

– W rozumieniu władz w hotelu zebrała się „partia Chodorkowskiego" (multimiliardera i byłego więźnia, obecnie na emigracji – red.), uważana za poważne zagrożenie. Bo to ludzie z całej Rosji, którzy przeszli cały niełatwy proces wyborczy i mający doświadczenie zwycięstw. Takie doświadczenie w Rosji mało kto ma, a oni mają – wyjaśniał dziennikarz Roman Popkow. Takie dziwne wytłumaczenie policyjnego najazdu potwierdził redaktor naczelny radia „Echo Moskwy" Aleksiej Wieniediktow. – Kreml zobaczył w spotkaniu radnych próbę utworzenia „partii Chodorkowskiego" z legalnie wybranych przedstawicieli władzy – powiedział.

Tyle że sam Chodorkowski nazwał to absurdem.

Jedna z zatrzymanych, Anastasia Burakowa, stwierdziła, że to było „takie przygotowanie przed wyborami do Dumy (we wrześniu)". – Ostrzeżenie, że jakakolwiek aktywność nieuzgodniona z władzami będzie karana. Władze najwyraźniej mają stracha: nie wierzą w swoje siły, ich popularność stale pada, również w związku z pandemią, spadkiem poziomu życia i wzrostem cen – dodała.