Sprawa na łamach „Rzeczpospolitej" była opisywana jeszcze na przełomie września i października, gdy przywódcy Unii Europejskiej przyjęli lansowany przez Polskę pomysł dotyczący planu wsparcia dla Białorusi. Wtedy Komisji Europejskiej powierzono, by opracowała i przedstawiła kompleksowy plan pomocy dla Białorusi już po odejściu reżimu Aleksandra Łukaszenki. Minęło ponad siedem miesięcy. We wtorek wileńskie biuro liderki białoruskiej opozycji demokratycznej Swiatłany Cichanouskiej otrzymało roboczą wersję dokumentu.

Białoruś w okresie przejściowym oraz po wolnych wyborach otrzymałaby od Unii Europejskiej pomoc finansową i wsparcie w przeprowadzeniu politycznych oraz gospodarczych reform z udziałem m.in. Międzynarodowego Funduszu Walutowego, Banku Światowego i Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju. Miałaby też zostać zwołana konferencja inwestycyjna i zorganizowana zbiórka funduszy.

– Poszukiwanie wsparcia finansowego dla przyszłej wolnej Białorusi to dla nas priorytet – mówi „Rzeczpospolitej" Franak Wiaczorka, doradca Cichanouskiej ds. międzynarodowych. Nie chce jednak zdradzić kwoty, jaką UE przyzna na wsparcie gospodarki po odejściu dyktatora. Jak twierdzi, powstała na razie jedynie „robocza wersja" unijnego planu. O jak najszybsze dopracowanie i opublikowanie dokumentu apeluje nie tylko biuro Cichanouskiej, ale też przedstawiciele wszystkich najważniejszych sił demokratycznych Białorusi, którzy wystosowali do Komisji Europejskiej specjalne pismo.

Jak nieoficjalnie dowiedziała się „Rzeczpospolita", na razie chodzi o „maksymalnie 3 mld euro" w postaci bezzwrotnych dotacji, reszta to ewentualne kredyty. Robocza wersja dokumentu nie przewiduje też ułatwień handlowych dla białoruskich przedsiębiorców czy zniesienia wiz dla Białorusinów. Bruksela zapowiada, że już niebawem ogłosi tak zwany czwarty pakiet sankcji wobec kolejnych białoruskich urzędników i funkcjonariuszy służb oraz związanych z reżimem przedsiębiorstw. Rozmowy na ten temat trwają od stycznia, a za kratami na Białorusi siedzi już niemal 400 przeciwników reżimu. Z naszych informacji wynika jednak, że nie ma mowy o jakichkolwiek sankcjach groźnych dla gospodarki Łukaszenki.

– Wygląda na to, że Unia Europejska sporządziła ten plan, by zamydlić oczy przeciwnikom białoruskiego reżimu i uciszyć temat, a takie kosmetyczne sankcje na pewno nie zmuszą Łukaszenki do odejścia. Wygląda na to, że nie chcą się kłócić z Rosją, która ma spory wpływ na wiele państw UE – mówi „Rzeczpospolitej" Jarosław Romańczuk, znany białoruski ekonomista. – Można się zapożyczyć, ale nie reformując gruntownie gospodarki, niczego dobrego to nie przyniesie. Zamienilibyśmy rosyjskich i chińskich kredytodawców na europejskich. Potrzebujemy strefy wolnego handlu z całym światem, rozwoju sektora prywatnego i prostego systemu podatkowego. Wzorujmy się na doświadczeniu Irlandii, a nie Grecji – twierdzi.

W biurze Cichanouskiej przyznają, że są politycy w starej Europie, którzy chcą „uciszyć sprawę" i nie podejmować żadnych gwałtownych ruchów wobec Mińska. Zwłaszcza że jesienne protesty już dawno stłumiono.

– Reżim jednak jest wykończony, Białorusini są zmęczeni, czekamy na to, kto pierwszy się podda. Brakuje nam skonsolidowanej, odważnej i aktywnej polityki takich państw jak Niemcy, Francja i Wielka Brytania. Powinny brać przykład z Polski czy Litwy, gdzie temat Białorusi jest na porządku dziennym i gdzie rozumieją, że dyktatura Łukaszenki jest problemem dla całej Europy – mówi Wiaczorka.