Po wylądowaniu samolotu w Mińsku okazało się, że alarm bombowy był fałszywy. Władze Białorusi zatrzymały jednak jednego z pasażerów samolotu - opozycyjnego dziennikarza Ramana Pratasiewicza oraz towarzyszącą mu 23-letnią obywatelkę Rosji.
W odpowiedzi na działania określane jako "rządowy terroryzm" lub "piractwo państwowe" podjęte przez Białoruś wobec cywilnego samolotu, UE podjęła decyzję o zakazie przelotów przez przestrzeń powietrzną Unii Europejskiej dla białoruskich linii lotniczych i uniemożliwieniu im dostępu do portów lotniczych na terenie UE.
Natalia Pratasiewicz, matka zatrzymanego dziennikarza, w rozmowie z Nextą stwierdziła, że jej syn "jest po prostu bohaterem".
- Mam szczerą nadzieję, że międzynarodowa opinia publiczna się o niego upomni - dodała.
Ojciec dziennikarza, Dzmitry Pratasiewicz, w rozmowie z Reutersem stwierdził, iż "to co się dzieje, to całkowity obłęd".
Tymczasem szef Ryanaira, Michael O'Leary, który nazwał incydent "uprowadzeniem samolotu przez państwo" stwierdził, iż jego zdaniem na pokładzie maszyny byli funkcjonariusze służb bezpieczeństwa.
Litewskie władze podały, że pięciu pasażerów samolotu z Aten do Wilna, którym leciał Pratasiewicz, nie dotarło do stolicy Litwy, co wskazuje na to, że na lotnisku w Mińsku maszynę opuściły jeszcze trzy osoby poza Pratasewiczem i towarzyszącą mu 23-latką.