Rz: Co UE może i co powinna zrobić, żeby zmniejszyć napięcia w gorących regionach Gruzji?
Michael Emerson:
Poważne zachowanie UE w sprawie Abchazji wymagałoby istotnej zmiany stosunków z Rosją. Bez strategicznych działań wobec Moskwy niewiele da się zrobić z tym małym abchaskim problemem, bo Rosja blokuje jakiekolwiek próby międzynarodowej mediacji. To jest dla Unii strategiczne wyzwanie na przyszłość.
A czy UE ma interes w podważaniu swoich strategicznych relacji z Rosją po to, żeby utrzymać odległe regiony w granicach Gruzji?
Tylko jeśli jest to fragment jakiegoś większego porozumienia. Sam w sobie ten konflikt nie jest dla Unii tak ważny, żeby musiała działać.
Jeśli w końcu rozpoczną się negocjacje nad nowym porozumieniem UE – Rosja, to czy Moskwa będzie czuła presję, by dopuścić zachodnich mediatorów?
Z dotychczasowych doniesień wynika, że mandat negocjacyjny (na razie jego przyjęcie blokuje Litwa – red.) będzie zawierał ogólnikowe stwierdzenia na ten temat, w rodzaju „oczekiwania na rozwiązanie problemu”. W praktyce nic to nie znaczy.
Czy USA mają inne nastawienie niż UE?
Zarówno USA, jak i UE uważają, że Saakaszwili nie rozgrywa dobrze sprawy Abchazji. Że bezustannie używa mocnego języka i naciska na szybkie ostateczne rozwiązanie. A to jest całkowicie nierealistyczne. Dlatego poparcie USA dla Tbilisi staje się umiarkowane.
To może Zachód powinien raczej negocjować z Gruzją, a nie z Rosją?
W tej sprawie panuje powszechna zgoda. Saakaszwili powinien zrewidować swoją politykę wobec Abchazji.