Boris Johnson trafił do szpitala w niedzielę wieczorem, po tym jak po dziewięciu dniach od wykrycia u niego zakażenia koronawirusem SARS-CoV-2 u premiera Wielkiej Brytanii utrzymywała się gorączka i problemy z oddychaniem.
Wieczorem w poniedziałek trafił na oddział intensywnej terapii, gdzie podano mu tlen, ale nie podłączano 55-letniego premiera Wielkiej Brytanii do respiratora.
Teraz minister Dowden zapewnia, że "sprawy mają się lepiej dla premiera".
O tym, że Boris Johnson ma się lepiej mówił wcześniej też prezydent USA Donald Trump.
Wciąż nie jest jasne kiedy Johnson będzie mógł ponownie wrócić do wykonywania obowiązków szefa rządu. Obecnie brytyjskim rządem kieruje szef MSZ Dominic Raab.
Tymczasem Wielka Brytania wchodzi w fazę epidemii, w czasie której śmiertelność na Wyspach ma być najwyższa. Dobowa liczba zgonów ma rosnąć w czasie Wielkanocy. Jak dotąd na Wyspach w wyniku COVID-19 zmarło 7097 osób.
Raab zapowiada, że jego rząd będzie kontynuował strategię walki z koronawirusem przyjętą przez Johnsona. "Nikt nie udaje, że to jest proste z premierem w szpitalu. Ale jest prawdopodobne, że jego powrót do zdrowia zajmie trochę czasu, a my nie mamy go dużo" - pisze prorządowy "The Telegraph" w artykule redakcyjnym.