Dziewiąta osoba zmarła w szpitalu dziewięć dni po wycieku. To mieszkaniec miejscowości Kolontar, którą zalała czerwona maź i z której kilka dni temu zostali ewakuowani mieszkańcy.
Wczoraj na miejsce katastrofy ponownie przyjechał premier Viktor Orban. Ze swoimi ministrami spotkał się w oddalonym o kilka kilometrów Veszpremie i powtórzył, że tragedii winne są zaniedbania człowieka.
– To była prywatna fabryka, rząd nie ponosi za katastrofę żadnej odpowiedzialności. Musieliśmy działać, by powstrzymać szkody wyrządzone przez wyciek. Dlatego decyzja o przejęciu kontroli nad firmą była konieczna. Ale nie ma ona nic wspólnego z przejęciem firmy przez państwo – mówi „Rz” wicepremier Tibor Navracsics, który był wczoraj w Veszpremie, zresztą swojej rodzinnej miejscowości.
Dzień wcześniej, by ratować sytuację, parlament zdominowany przez prawicowy Fidesz przegłosował ustawę o upaństwowieniu fabryki aluminium MAL w Ajce. Rząd zamroził aktywa firmy, a zagraniczni komentatorzy natychmiast zaczęli snuć domysły, że Orban dopiero teraz naprawdę pokazuje, iż ma pełnię władzy – najpierw opanował parlament i wszystkie instytucje w kraju, potem wybrał prezydenta i odniósł miażdżące zwycięstwo w wyborach lokalnych. Teraz przeprowadza nacjonalizację.
– Orban wcale nie pokazuje, że ma władzę. Z powodu wycieku znaleźliśmy się w sytuacji nadzwyczajnej i decyzja dotycząca MAL też była nadzwyczajna. Inne firmy nie powinny się obawiać podobnych działań rządu – zapewnia Navracsics.