Rz: Pani mąż Andrzej Poczobut oskarżony jest o zniesławienie Aleksandra Łukaszenki i oszczerstwa skierowane przeciw prezydentowi  na łamach prasy polskiej i białoruskiej. Na jakim etapie jest proces?

Oksana Poczobut:

Na razie czekamy. Być może w ciągu tygodnia będzie wiadomo, co dalej i kiedy odbędzie się rozprawa. Z jednego artykułu kodeksu karnego Andrzejowi grożą cztery lata więzienia, a z drugiego – dwa.

Oczywiście Andrzej Poczobut ma adwokatów?

Nawet dwóch, ale jeden z nich jest chory i leży w szpitalu. Bronić więc go będzie Aleksander Biriłow, z którym już wcześniej podpisał umowę. Spotkałam się z nim w miniony piątek, ale dowiedziałam się niewiele.

Adwokaci niechętnie zajmują się takimi sprawami, boją się. Ci, którzy próbowali bronić opozycjonistów w Mińsku, zostali pozbawieni licencji.

A co mówi pani mąż? Zanim został aresztowany, podkreślał, że jest niewinny.

Oczywiście – tak samo uważa i teraz. Zastanawia się nawet nad wysłaniem oświadczenia w tej sprawie do sądu jeszcze przed rozprawą. Niewykluczone, że to zrobi.

Gdzie jest przetrzymywany?

Autopromocja
ORZEŁ INNOWACJI

Ogłoszenie wyników konkursu już 28 września

Dowiedz się więcej

W SIZO (izolator śledczy, czyli areszt – red.) na ulicy

Kirowa w Grodnie. Siedzi w jednej celi z dwoma mężczyznami. Jeden z nich to biz- nesmen, a drugi – starszy człowiek, który nielegalnie przeszedł na Białoruś z Litwy.

Są możliwe widzenia?

Rozmawiałam z Andrzejem już dwa razy i mam nadzieję, że we wtorek uda mi się pójść do niego z córką. O każdym widzeniu decyduje śledczy

i nigdy nie wiadomo, czy się zgodzi. A chyba wolno mieć dwa widzenia miesięcznie. Na wtorkowe zgodę już mam.

Jak się czuje pani mąż?

Jest mu ciężko, ale mówi, że więzienie jest jak więzienie – nikt tam się specjalnie źle się do niego nie odnosi, traktowany jest tak jak inni. Opowiada, że czuje się dobrze. Widać, że stara się trzymać, bo żartuje, jest wesoły.

To musi być wstrząs: mąż w areszcie.

Na pewno to bardzo ciężkie przeżycie, ale przeszedł już drugi miesiąc i zdołałam się trochę przystosować. Andrzej trafiał wcześniej do aresztu (wcześniej obwiniany przez władze o „chuligaństwo", jak inni polscy działacze; ostatnio skazany za udział w demonstracji opozycyjnej 19 grudnia, choć był tam tylko jako dziennikarz – red.), ale najwyżej na dwa tygodnie. Nie było mowy o sprawie karnej. A to przecież zupełnie coś innego.

A jak pani sobie daję radę?

Na szczęście pomaga nam jego pracodawca, „Gazeta Wyborcza". Ja nie pracuję, bo nasze drugie dziecko ma dopiero roczek; starsza córka za miesiąc będzie miała 11 lat. Opiekuję się więc naszymi dziećmi.

Andrzej Poczobut jest dziennikarzem i jednocześnie działaczem Związku Polaków na Białorusi. Czy zawsze był tak zaangażowany społecznie?

Od młodości. Zawsze, jak pamiętam, interesował się pisaniem i działalnością społeczną.

A jak się poznaliście?

Obydwoje urodziliśmy się w Brzostowicy pod Grodnem. Tyle że on od szóstego roku życia był w Grodnie, a ja przeniosłam się do tego miasta, gdy poszłam na studia. I właśnie na studiach poznałam Andrzeja.

—rozmawiał Piotr Kościński