Do największych wystąpień doszło w sobotę w Ostrawie, gdzie miejscowi Romowie zebrali się rano, by domagać się poprawy warunków życia. W odpowiedzi po południu około tysiącosobowy tłum podjął próbę zorganizowania antycygańskiego marszu w centrum miasta, protestując przeciwko „uciążliwemu sąsiedztwu” i „przestępczości cygańskiej”.

Ton wystąpieniom nadawała grupa skrajnie prawicowych radykałów. Ich poglądy wyrażało kilku mężczyzn głoszących przez megafon hasła w rodzaju „Zebrać ich (Romów) w jakimś miejscu i precz z Ostrawy!”.

Początkowo spokojna manifestacja przekształciła się w burdy i regularną bitwę z policją, gdy demonstranci zaczęli zbliżać się do rejonu zamieszkanego przez Romów. W ruch poszły kamienie, kosze na śmieci i butelki, wykrzykiwano rasistowskie hasła.

W odpowiedzi policjanci użyli pałek i gazu łzawiącego. Do aresztu trafili najbardziej agresywni uczestnicy zajść, inni po wylegitymowaniu zostali zwolnieni. Odpowiedzą za czynną napaść na policjantów i używanie zakazanych symboli nazistowskich.

Do antycygańskich wystąpień doszło także w siedmiu innych czeskich miastach, choć ich skala była mniejsza niż w Ostrawie. W Czeskich Budziejowicach i w Brnie policja powstrzymała grupy skinheadów, którzy usiłowali organizować przemarsze przez osiedla romskie. Rzecznik policji poinformował o stratach materialnych przekraczających milion koron. Zniszczono i uszkodzono ok. 40 samochodów policyjnych, rannych zostało kilkunastu policjantów.

Na podkreślenie zasługuje fakt, że w kilku miastach w odpowiedzi na zajścia zorganizowano antyrasistowskie demonstracje solidarności z Romami. W Pilznie rasistowską przemoc potępił biskup František Radkovský, który po południu odprawił mszę w intencji pojednania.

Sytuacja mniejszości romskiej w Czechach jest od lat przedmiotem sporów, ale także krytyki organizacji obrony praw człowieka. Romowie, których liczebność w 10-milionowych Czechach szacuje się na ponad 100 tys. (choć w czasie spisu powszechnego narodowość romską zadeklarowało zaledwie 11 tys. osób), należą do najuboższej i najbardziej zmarginalizowanej warstwy społeczeństwa.

W ciągu minionych dwóch dekad bywali nierzadko poddawani szykanom, których symbolem stała się budowa muru odgradzającego osiedle cygańskie w Usti nad Labem w 1999 r. albo spalenie domu cygańskiej rodziny w Vitkovicach dziesięć lat później.

Z drugiej strony w wielu miejscowościach niezaprzeczalnym faktem są trudności we współżyciu ze społecznością romską z powodu jej słabej adaptacji do współczesnych standardów. Przejawem tego jest np. wysoka przestępczość i dramatycznie niski poziom wykształcenia.

Autopromocja
Już w środę. Tylko w prenumeracie rocznej

Poradnik specjalny: Polski Ład - jak rozliczyć się z fiskusem

Zaprenumeruj

Niestety, powszechne bezrobocie, brak skutecznych programów społecznych i rosnąca niechęć dużej części Czechów powodują, że zmiana tej sytuacji jest obecnie bardzo trudna. Z sondaży wynika, że blisko 70 proc. Czechów przypisuje Romom aspołeczność i niechęć do pracy, a połowa ankietowanych za możliwy sposób rozwiązania problemu uznała po prostu wysiedlenie ich z Czech.

Nastroje te stanowią pożywkę dla działań skrajnej prawicy, zwłaszcza w rejonach na północy kraju szczególnie dotkniętych w ostatnich latach skutkami kryzysu ekonomicznego. W Ostrawie w czerwcu ubiegłego roku doszło już raz do konfliktu wywołanego próbą usunięcia Romów ze zrujnowanych domów w osiedlu Před-nádraží.