Przypadek zanotowany w Stanach Zjednoczonych dotyczy mężczyzny, który wrócił z Bliskiego Wschodu do Chicago, z międzylądowaniem w Londynie. Z Chicago pacjent pojechał 24 kwietnia autobusem do Indiany.
W ostatnią niedzielę mężczyzna zaczął odczuwać dolegliwości oddechowe - kaszel i duszność, następnie wystąpiła wysoka gorączka. Wczoraj po południu lekarze potwierdzili zakażenie wirusem MERS.
- To pierwszy przypadek MERS w naszym kraju, więc niepokój wydaje się zrozumiały - powiedziała Anne Schuchat narodowego centrum odporności i chorób układu oddechowego. - Zapewniamy jednak, że ryzyko zakażenia jest dla społeczeństwa bardzo niskie.
Lekarze nie wiedzą jednak, jak pacjent zaraził się wirusem ani ile osób miało z nim ostatnio bliski kontakt. Najprawdopodobniej do zakażenia doszło w Arabii Saudyjskiej, gdzie mężczyzna przebywał, a gdzie występują ogniska tej choroby.
Koronawirus powodujący MERS (Middle East Respiratory Syndrome) odkryto zaledwie półtora roku temu na Półwyspie Arabskim. Zakażenie objawia się wysoką gorączką, kaszlem, w toku rozwoju choroby dochodzi do niewydolności układu oddechowego i nerek.
Badania wykazały, że prawdopodobnymi nosicielami wirusa są wielbłądy.
Dotychczas zarejestrowano 400 potwierdzonych przypadków zakażenia, 100 osób zmarło. Wszystkie przypadki zakażenia wystąpiły w sześciu krajach Półwyspu Arabskiego, większość w Arabii Saudyjskiej. Wirus przekroczył już granice Półwyspu: pojedyncze przypadki zanotowano w Egipcie i Malezji, ale po raz pierwszy dotarł do USA.
Jak dotąd lekarzom nie udało się opracować skutecznej szczepionki przeciwko wirusowi ani metod leczenia.
Pierwszy potwierdzony przypadek MERS w Stanach Zjednoczonych