"Rzeczpospolita": Są głosy, że na spotkaniu G7 dyskutowana jest sprawa ewentualnych rekompensat dla niektórych państw ponoszących straty z powodu sankcji nałożonych na Rosję. Nalegają na to Niemcy, Wielka Brytania i USA.
Kai-Olaf Lang: Oznaczałoby to zwieranie szyków w związku z rozwojem sytuacji na Ukrainie. Byłby to sygnał, że Zachód i UE prezentują wspólną wizję. Nie wiadomo, jakie miałyby zostać podjęte konkretne decyzje i skąd miałyby się wziąć środki finansowe na tego rodzaju rozwiązanie. Z całą pewnością musiałby się tym zająć najbliższy szczyt UE, na którym będzie mowa o dalszym losie sankcji.
Omawiana też będzie sprawa skandalu w FIFA i, jak twierdzi tymczasowy szef tej organizacji, jeżeli znajdą się dowody na wręczanie łapówek za organizację mistrzostw świata w Katarze i Rosji, prawa do ich organizacji mogą zostać odebrane. Jaka może być reakcja Rosji?
W Rosji panuje przekonanie, że cała sprawa amerykańskiego śledztwa wobec FIFA jest szukaniem haka na Rosję, aby wywrzeć dodatkową presję. Tak nie jest. Skandal dotyczy nie tylko mistrzostw świata, ale całego systemu.
Nie tylko Angela Merkel przyznaje, że bez Rosji nie da się rozwiązać wielu problemów świata, jednak do zamku Elmau go nie zaproszono.
Klub G7, a wcześniej G8, przestał być klubem luźnych konsultacji dotyczących kwestii gospodarczych. Opiera się na pewnej wspólnocie wartości, jest to stowarzyszenie zachodnich demokracji rynkowych. W obecnych warunkach nie ma tam miejsca dla Rosji, co nie oznacza, że kraj ten jest całkowicie izolowany. Jest wiele płaszczyzn, w których Rosja aktywnie uczestniczy, np. w sprawie programu atomowego Iranu i sankcji z tego tytułu.