Najwyższą frekwencję w wyborach prezydenckich w USA zanotowano w 1876 roku - wówczas do urn udało się aż 81,8 proc. uprawnionych do głosowania.

Zwycięzcą tamtych wyborów był Rutherford B. Hayes, który - podobnie jak Trump w 2016 roku - zdobył mniej głosów od swojego rywala, Samuela Tildena, żaden z kandydatów nie zdobył też bezwzględnej większości w Kolegium Elektorskim - i o wyborze Hayesa na prezydenta zdecydowała Izba Reprezentantów.

Nie dysponujemy precyzyjnymi danymi o frekwencji w wyborach przed 1828 rokiem. Jednak - jak pisze AP - frekwencja w wyborach prezydenckich w XIX wieku regularnie wynosiła 70 proc. lub więcej.

W 1860 roku, gdy Abraham Lincoln wygrał w wyborach ze Stephenem Douglasem, frekwencja wyniosła 81,2 proc. Wkrótce potem w USA wybuchła wojna secesyjna.

Z kolei w latach 1920 i 1924 frekwencja spadła do 49,2 i 48,9 procent. Były to pierwsze wybory, w których prawo do głosowania miały kobiety.

Ostatni raz frekwencja w wyborach prezydenckich w USA przekroczyła 60 proc. w 1968 roku - wtedy Richard Nixon pokonał Huberta Humphreya przy frekwencji 60,7 proc.

W 2016 roku frekwencja wyniosła 59,2 proc.