Na Zachodzie często uważa się, że zwycięstwo PiS w 2015 r. przetarło drogę do władzy skrajnym i populistycznym ugrupowaniom jak francuski Front Narodowy, włoski Ruch Pięciu Gwiazd, hiszpański Podemos, holenderska Partia Wolności. Sukces wyborczy tych ugrupowań ułatwiłby przeprowadzenie reformy UE postulowanej przez polski rząd?
Konrad Szymański, sekretarz stanu ds. europejskich w MSZ: Trzeba naprawdę niewiele wiedzieć o polskiej i europejskiej polityce, by pakować wszystkich, łącznie z PiS, do tego wora. Każda z tych partii wyrosła z mniej lub bardziej uzasadnionej nieufności wobec Europy. Radziłbym każdemu z ich oponentów poważnie i rzeczowo podejść do tych wątpliwości. Brexit pokazał dobitnie, że wyklinanie i straszenie nie działa. PiS jest partią rządzącą i nie musi niczego udowadniać. Od prawie roku jesteśmy częścią nowych europejskich rozwiązań we wszystkich ważnych dla Europy sprawach.
Kolejne polskie rządy opowiadały się do tej pory za silną władzą Komisji Europejskiej, instytucji, która broni interesów mniejszych krajów członkowskich przed zakusami państw dużych. Jednak w ostatnich miesiącach to założenie się nie sprawdza - przykładem dyrektywy o pracownikach delegowanych, o świadczeniu usług transportowych. To główna przyczyna, dla której obecny polski rząd dąży do osłabienia pozycji KE?
Komisja Europejska obiecała upolitycznienie swej roli i, niestety, dotrzymała słowa. To zasadnicza zmiana praktyki względem pierwszych lat naszego członkostwa. Od polityki są szefowie rządów. Nie tylko reprezentują państwa, bez których nie ma Unii, ale co ważniejsze, mają jasny mandat demokratyczny, by podejmować trudne decyzje. W trudnych dla UE czasach potrzebujemy odbudowy przywództwa. Droga wiedzie przez stolice państw.
Bruksela prowadzi postępowanie w sprawie przestrzegania zasad demokracji i praworządności w Polsce. Plany osłabienia roli Komisji to nie akt zemsty?