O krecie dżihadystów w Federalnym Urzędzie Ochrony Konstytucji (BfV), czyli niemieckim kontrwywiadzie, pierwszy napisał we wtorek wiczorem portal tygodnika „Der Spiegel". Sprawa wzburzyła opinię publiczną, dzień później zajęła się nią specjalna komisja Bundestagu. Tłumaczył się przed nią szef BfV Hans-Georg Maassen. Wszystko wskazuje na to, stwierdził, że mamy do czynienia z człowiekiem, który się zradykalizował poprzez osobiste kontakty.

Tym człowiekiem jest 51-letni Roque M. (imię i inicjał nazwiska podał tabloid „Bild"). Jest Niemcem pochodzenia hiszpańskiego (urodził się w Hiszpanii), mężem i ojcem czworga dzieci. Na islam przeszedł dwa lata temu. A w kontrwywiadzie pracował zaledwie od kwietnia tego roku, w wydziale obserwacji (miał rozpracowywać radykalne środowiska muzułmańskie). Do służb specjalnych przeszedł z banku, gdzie zajmował się marketingiem. Zrobił to, zdaniem „Bilda", celowo – chciał przekazywać informacje islamistom.

BfV wykrył kreta w swoich szeregach w połowie listopada, od razu przeszukano jego mieszkanie w Tönisvorst, 30-tysięcznym mieście koło Düsseldorfu w Nadrenii Północnej-Westfalii.

Znaleziono tam nie tylko dowody jego zdrady, ale – o czym pierwszy poinforwał amerykański dziennik „Washington Post" - i gejowskie filmy pornograficzne z udziałem Roque M.

Co ciekawe w gejowskiej pornografii Roque M. występował pod pseudonimem, którego potem używał w czatach prowadzonych z kolegami islamistami.

Jak pisze „Bild", rodzina nic nie wiedziała o tym, że się zradykalizował. Najprawdopodobniej wirusem dżihadyzmu zaraził go zatrzymany niedawno 32-letni islamista o pseudonimie Abu Walaa, który mieszkał kilka kilometrów od domu Roque M. Schwytany kret miał szykować zamach na centralę BfV, która znajduje się w Kolonii w dzielnicy Chorweiler.

Na środowym posiedzeniu specjalnej komisji Bundestagu posłowie opozycji ostro krytykowali kierownictwo służb i domagali się wyjaśnienia, do jakich informacji miał dostęp Roque M.