Rzeczpospolita: Gdyby w środę w debacie telewizyjnej Le Pen nie była tak brutalna i radykalna, może wygrałaby te wybory. Kto jej doradził taką taktykę?
Ludovic de Danne: W tak kluczowych sprawach decyzje podejmuje sama, ma polityczny instynkt. Chciała wyrazić odczucie ogromnej frustracji bardzo wielu Francuzów z powodu obecnej kondycji kraju, pokazać, jak bardzo podzielone jest społeczeństwo, a także ujawnić, że Macron jest kandydatem z recyklingu dotychczasowego systemu. Właśnie dlatego nie chce powiedzieć, kto będzie jego premierem, bo wie, że to figura, która jest współodpowiedzialna za katastrofę gospodarczą i migracyjną Francji.