W trakcie uroczystości, na której obecni byli ponad 90-letni weterani z plemienia Nawaho, Trump najpierw nazwał ich "bardzo, bardzo wyjątkowymi ludźmi".

- Byliście tu na długo przed tym, nim dotarł tu ktokolwiek z nas - dodał prezydent Trump nawiązując do faktu, że Indianie Nawaho są jednym z rdzennych ludów Ameryki Północnej.

- Chociaż w Kongresie mamy reprezentantkę, która, jak mówią, też była tu od bardzo dawna. Nazywają ją Pocahontas - dodał nie wymieniając Warren z nazwiska (córka Powatana, wodza Federacji Powatańskiej, która wyszła za mąż za jednego z białych kolonizatorów, Johna Rolfa; historia jej życia stała się kanwą wielu romantycznych opowieści, Pocahontas była też bohaterką popularnego filmu dla dzieci).

Przytyk pod adresem Warren ma związek z faktem, że - co ujawniono w czasie wyborów z 2012 roku - w trakcie kariery akademickiej była profesor prawa z Harvardu w dokumentach określała się jako przedstawicielka mniejszości etnicznej powołując się na indiańskie korzenie. Warren twierdziła, że nie była tego świadoma, a winna całej sprawie miała być uczelnia, która zmieniając ją bez jej wiedzy w półindiankę chciała odrzucić oskarżenia o niedoreprezentowanie rdzennych Amerykanów wśród swojej kadry naukowej.

Słowa Trumpa za obraźliwe uznał Russel Begaye, obecny na uroczystości lider Indian Nawaho. Słowa Trumpa nazwał "brakiem szacunku dla Indian". Z kolei Jacqueline Pata z Narodowego Kongresu Indian Amerykańskich stwierdziła, że "jest niefortunne iż prezydent postanowił po raz kolejny użyć imienia 'Pocahontas' w negatywnym kontekście, przeciwko swojej politycznej rywalce". 

Sama Warren zwróciła uwagę, że choć ceremonia miała uhonorować Indian, Donald Trump nie był w stanie powstrzymać się od tego typu uwag.

Partia Republikańska słowa Trumpa nazwała "żartem" i przypomniała, że Warren kłamała na temat swojego indiańskiego dziedzictwa.