Do szturmu na Kapitol doszło w dniu, w którym Kongres zatwierdzał wybór Joe Bidena na prezydenta. Donald Trump wcześniej wielokrotnie kwestionował wynik wyborów z 3 listopada twierdząc, że w czasie wyborów doszło do licznych nieprawidłowości.

W rozmowie z Laurą Ingraham z Fox News Trump ubolewał nad tym, że służby porządkowe "prześladowały" uczestników szturmu na Kapitol podczas gdy "nic się nie dzieje" lewicowym protestującym.

Były prezydent USA przyznał, że osoby, które 6 stycznia wtargnęły na Kapitol "nie powinny były tego zrobić".

Ale - jak dodał - "niektórzy z nich weszli i byli tam, ściskali i całowali policjantów i strażników".

- Wiele osób weszło i wyszło - dodał przekonując, że ich relacja ze służbami porządkowymi odpowiedzialnymi za bezpieczeństwo na Kapitolu była "świetna".

W czasie zamieszek na Kapitolu zginęło pięć osób. Ponad 300 osób usłyszało zarzuty w związku z wtargnięciem do siedziby Kongresu. Władze zamierzają postawić zarzuty jeszcze 100 innym uczestnikom zamieszek.