Korespondencja z Bratysławy
– Katalizatorem stało się zabójstwo dziennikarza śledczego Jána Kuciaka i jego narzeczonej. Ale codziennie pojawiają się jakieś nowe informacje o aferach, w które wplątany jest rząd. I to mobilizuje ludzi do protestów – mówi Vladimir Palko, który w latach 2002–2006 był ministrem spraw wewnętrznych. Sześć lat temu odszedł z polityki. Teraz uczestniczy w antyrządowych protestach, które organizują zazwyczaj młodzi ludzie, niemający doświadczeń politycznych.
Przebudziła ich śmierć Kuciaka, 27-latka, przedstawiciela ich pokolenia, który opisywał degenerację władz, powiązania korupcyjne polityków i mafii. Upłynęły dwa tygodnie od zabójstwa, a sprawca wciąż jest nieznany.
W piątek wieczorem protestowało prawie pół setki miast i miasteczek, także w regionach wschodnich, uważanych za bastion partii premiera Roberta Ficy. „Nie wykazujcie żadnych oznak przemocy czy agresji i nie dajcie się nikomu sprowokować" – głosiły ulotki, które licealiści wolontariusze roznosili w stolicy.
Obawiano się bowiem, że może dojść do rozlewu krwi. Chwiejący się obóz rządowy straszy, że opozycja z pomocą obcych szykuje zamach stanu lub coś na wzór ukraińskiego Majdanu. Fico wskazuje wprost na George'a Sorosa, amerykańskiego finansistę żydowsko-węgierskiego pochodzenia.
– Nasz premier uważa, że za wszystkim kryje się Soros, tego zastraszania uczymy się od Węgrów – mówi mi Magdalena Vášáryová, przedstawicielka antyrządowych elit liberalnych, niegdyś sławna aktorka, potem dyplomatka.
Rząd Ficy może się rozpaść w każdej chwili. Kluczowe jest zdanie partii mniejszości węgierskiej, której politycy kłócą się o to, czy opuścić koalicję.
Dzięki tekstom zabitego dziennikarza inną twarz słowackiej polityki poznają nie tylko zwykli Słowacy. Także Europa nie była świadoma, co się dzieje w tym małym kraju, który w przeciwieństwie do sąsiadów z Grupy Wyszehradzkiej starał się być w głównym unijnym nurcie.