Środowisko lewicowe za wszelką cenę dążyło do utrzymania się przy władzy, zawierając najróżniejsze sojusze polityczne. Wiązało się to z ogromnym rozprężeniem, którego efektem były niezliczone afery oraz fala korupcji. Jak łatwo zauważyć, problemy polityczne były niczym woda na młyn dla organizacji przestępczych, które właśnie w tym czasie zaczęły dochodzić do głosu. Rząd udawał, że nie widzi problemu, jednak na Sycylii, w Neapolu i w Kalabrii sytuacja stawała się niepokojąca. Na Sycylii jeszcze za czasów rządów prawicy (przed 1876 r.) mafiosi przenikali do administracji, aby sprawować całkowitą kontrolę nad instytucjami państwowymi. Kiedy prawicowy rząd upadł, lewicowi działacze zaczęli sięgać po przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości, aby stali się oni członkami gabinetu. Liczono na zawarcie niepisanego porozumienia pomiędzy przestępcami a osobami, które najlepiej znały problematykę organizacji przestępczych. Jednak jak zawsze w historiach opisujących działanie światka przestępczego mamy do czynienia z rywalizacją dobrych i złych orędowników sprawy. W przypadku sycylijskiej mafii niektórzy członkowie rządu okazywali zupełną obojętność i przymykali oko na działania przestępców (minister rolnictwa Salvatore Majorana), z kolei inni zażarcie wspierali działania przeciwko rodzinom mafijnym i powiązaniom, jakie rządowi oficjele mieli z sycylijskimi bossami (minister spraw wewnętrznych Giovanni Nicotera).

Plantacje cytrusów i „niezbędna" ochrona

Pierwsze skojarzenia dotyczące rozwoju sycylijskiej przestępczości dotyczą biednych rolniczych terenów, które przeważały na wyspie. Jednak to nie latyfundia, ale urodzajne plantacje cytrusów rejonu Conca d'Oro stanowiły pole do popisu dla mafijnych struktur. To właśnie z sycylijskich plantacji cytryn i pomarańczy owoce trafiały do całej Europy i Stanów Zjednoczonych. Jak wykazywały owoczesne dane, niewielki obszar znajdujący się w pobliżu Palermo był w końcu XIX wieku jednym z najbogatszych regionów w Europie. To właśnie w słonecznych mieścinach otoczonych pomarańczowymi i cytrynowymi sadami powstało „królestwo mafii", które, żerując na lokalnych właścicielach, zaczęło rozrastać się do niewiarygodnych rozmiarów.

Kapitalistyczny rynek cytrusowy potrzebował skutecznej ochrony przed najróżniejszymi zagrożeniami, a określana mianem „ogrodowej mafii" organizacja skupiona wokół klanu don Antonia Giammony oferowała najlepsze warunki i ciągłość spokoju. Giammona nie był jednak jedyną postacią, która chciała wybić się na popularności sycylijskich cytrusów. W Uditore oprócz Giammony swoją ochronę oferował niejaki Amoroso. Z kolei w miasteczku Monreale ciekawie przedstawiała się rywalizacja prawdziwej organizacji mafijnej Giardinieri (Ogrodnicy) z antymafią nazwaną Stuppagghieri (Kapusie). Ta ostatnia była swego rodzaju sektą, która miała za cel uwolnić plantatorów od niechcianej ochrony mafijnych rodzin. W rzeczywistości „ochrona" była zwykłym wyzyskiwaniem i zastraszaniem w przypadku odmowy objęcia opieką. Antymafia lub kontrmafia, jak nazwano Stuppagghieri, założona w 1872 r. przez Giusseppe Palmieriego, bardzo szybko z planowanej „jednostki ochronnej" przeistoczyła się w kolejną organizację mafijną, korzystając z doświadczeń ludzi, których miała zwalczać.

Pod znakiem pomarańczy i cytryn organizacje mafijne zaczęły zdobywać doświadczenie, skupiając w swoich rękach pośrednictwo pomiędzy sadownikami a importerami z Anglii czy Stanów Zjednoczonych. Ochrona plantacji była czymś w rodzaju ciągłego „nadzoru" gwarantującego święty spokój. Tak naprawdę ochrona nie była niczym innym jak kontrolą rozprowadzania cytrusów i eksploatowaniem plantacji na własne potrzeby. Owoce przechodzące przez ręce mafiosów były sprzedawane pośrednikom po niskich cenach. Pośrednicy z kolei dostawali za towar pokaźne sumy od anglosaskich importerów. Znaczna część tej kwoty trafiała do kieszeni przedstawicieli mafii ogrodowych, którzy odpowiednio „zarządzali" swoim biznesem. Właściciele gospodarstw początkowo nie przywiązywali wagi do tego, jak rodziny mafijne zaczynają przejmować coraz większe wpływy na Sycylii. Kiedy duża część gospodarki została podporządkowana rodzinom mafijnym, było już za późno na reakcję. Właściciele próbujący przeciwstawić się nadzorowi „mafii ogrodowej" nie mogli czuć się bezpiecznie. Coraz częstsze stawały się porwania i egzekucje osób pracujących w cytrusowym raju. Mafia nie znosiła sprzeciwu, a co ważne – zaczęła stawiać warunki i kierować gospodarką według własnych potrzeb. Rodziny mafijne zostały porównane do zarazy, od której ofiara nie może się uwolnić. Kto raz zdecydował się współpracować z mafią, mógł być pewny, że ta ostatecznie go wchłonie. Tak określił działanie mafii prokurator podczas procesu Amoroso w 1883 r.

Pomocni mafiosi z kodeksem honorowym

Na przełomie lat 70. i 80. XIX wieku Sycylia stała się areną podziwu dla mafii, która potrafiła się przeciwstawić silnym i bogatym właścicielom oraz ludziom będącym u władzy. Właśnie ta „nadprzyrodzona" odwaga oraz buta sprawiły, że organizacje mafijne stały się bohaterami dla wielu prostych i biednych Sycylijczyków. „Mafia ogrodowa" dawała zatrudnienie w postaci etatów strażników, nadzorców, a także kapusiów pracujących przy biznesie cytrusowym. Dodatkowo bogaci arystokraci, którzy zawierali najróżniejsze pakty z rodzinami mafijnymi, zawsze mogli liczyć na pomoc w trudnej sytuacji. Rywalizujący ze sobą oponenci korzystali z usług różnych rodzin mafijnych, stając się odpowiedzialnymi za rozwój działań przestępczych i otwartych wojenek pomiędzy różnymi klanami.

Wewnętrzna organizacja struktur mafijnych przypominała coś w rodzaju tajnych stowarzyszeń. Osoby chcące przystąpić do rodziny były poddawane twardej selekcji. Kiedy „sprawdzanie" zostało zakończone, kandydat przechodził ceremonię inicjacyjną. Wchodził z zawiązanymi oczami do nieznanego pomieszczenia, gdzie musiał złożyć przysięgę na wierność. Zobowiązywał się do zachowania tajemnicy, której niedotrzymanie wiązało się z surową karą. Na dowód powagi całej sytuacji kandydat miał przekuwany palec, a krew z rany spływała na obrazek z wizerunkiem świętego, który następnie był palony. Miało to symbolizować los osoby, która zdradzi swoją mafijną „rodzinę". Inicjacja była wstępem do kariery w kryminalnej hierarchii, w której niektórzy dochodzili na sam szczyt, a inni całe życie służyli jako szeregowi „żołnierze" mafii. Tych, którzy nie potrafili podporządkować się mafijnym regułom, zazwyczaj czekał tragiczny los.

Tworzenie kodeksu postępowania rodzin mafijnych było procesem czasochłonnym i wiązało się z wieloma czynnikami. Jego podstawą były dwa pojęcia: umilta – pokora i omerta – zmowa milczenia. Dotyczyły one całkowitego posłuszeństwa i oddania względem rodziny, a także wierności wobec niej. Wydanie mafiosów policji lub wymiarowi sprawiedliwości było najgorszym czynem, jaki mógł popełnić członek klanu. Zdrajcę czekał proces przed specjalnym „rodzinnym" trybunałem i wendeta, czyli sankcje za dopuszczenie się zdrady. Obejmowały one uniewinnienie, upokorzenie lub śmierć. Z czasem egzekucje stawały się coraz bardziej wymyślne. Mafia nie cofała się np. przed zamurowaniem żywcem zdrajcy w ścianie.

Autopromocja
ORZEŁ INNOWACJI

Ogłoszenie wyników konkursu już 28 września

Dowiedz się więcej

daje siłę mafii

Pomimo rosnącej demokratyzacji życia politycznego we Włoszech ostatnie dwa dziesięciolecia XIX wieku nie wpłynęły na poziom bezpieczeństwa ani na wzmocnienie wymiaru sprawiedliwości. Próby zawierania sojuszy pomiędzy różnymi siłami politycznymi sprawiły, że w przestrzeni znalazło się miejsce dla potężnej siły, jaką stawała się mafia. W XX stuleciu organizacje przestępcze, które swój żywot zaczynały na Sycylii, potrafiły już decydować o wielu kwestiach politycznych i gospodarczych na Półwyspie Apenińskim. Klany coraz głośniej dobijały się do ziemi obiecanej włoskich emigrantów – Stanów Zjednoczonych.

W wyobrażeniu Sycylijczyków mafia zaczęła być tworem na podobieństwo tajnych organizacji, które nie obawiały się ani policji, ani wymiaru sprawiedliwości. Ten ostatni próbował walczyć z galopującą przestępczością, jednak ze względu na dziurawy system prawny i ogromne powiązania wpływowej arystokracji i elit z mafijnymi rodzinami te ostatnie mogły czuć się bezkarne. Interesy najbogatszych Włochów – skutecznie chronione przez klany ze słonecznej wyspy – pozwalały na gromadzenie fortun zarówno przez jednych, jak i drugich.

Mafijne macki zaczęły sięgać do Rzymu oraz innych stolic europejskich. W Stanach Zjednoczonych kariery biednych emigrantów z Corleone czy Palermo poszybowały na niebotyczny poziom, co w sugestywny sposób opisał Mario Puzo, a zekranizował Francis Ford Coppola w „Ojcu chrzestnym".