Soliana Abraha pochodzi z Etiopii, ale od 16 lat, czyli przez połowę swojego życia, mieszka w Stanach Zjednoczonych. Do Polski przyjechała, by nagłośnić cierpienia ludzi spowodowane wojną w jej ojczyźnie. I namawiać do niesienia im pomocy.

Na co dzień w USA pracuje jako administrator danych cyfrowych, od kilku miesięcy opiekuje się grupą kilkunastoletnich sierot, które przebywają w obozie uchodźców w sąsiednim Sudanie. Mówi o nich „moje dzieci".

Potrzebne są szczepionki, w tej części Afryki jest sezon chorób tropikalnych. Panuje głód, o którego wywołanie oskarżani są politycy i dowódcy wojskowi. Katastrofalny jest stan służby zdrowia. Organizacja Lekarze bez Granic podawała, że w regionie Tigraj, na północy kraju, już po trzech miesiącach wojny 87 proc. placówek nie działało lub funkcjonowało w ograniczonym zakresie (spośród tych, o których miała informacje).

Skąd pomysł, że nasz kraj wesprze Etiopczyków, w tym tych, co znaleźli schronienie w obozach w Sudanie? – Polska w grudniu pomogła Sudańczykom, przekazując lekarstwa i sprzęt sanitarny z Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych. Zgodnie z zasadą, że trzeba pomagać na miejscu – mówi Adil Abdel Aati, mieszkający w naszym kraju analityk i opozycyjny polityk.

Nienawiść

Trwająca od listopada wojna o Tigraj, nie pierwsza w Etiopii, to brutalny konflikt etniczny. 117-mln Etiopia, drugi pod względem liczby ludności kraj Afryki, oficjalnie jest federacją, z wieloma społecznościami, różnymi językami, kulturami. Z większością chrześcijan (wśród których dominują wierni bardzo starego Kościoła ortodoksyjnego, a coraz liczniejsi są protestanci, w tym zielonoświątkowcy) i dużą mniejszością muzułmańską.

Religia nie odgrywa w tej wojnie ważnej roli, nie jest to też konflikt między chrześcijanami różnych odłamów, Tigrajczycy należą zazwyczaj do Kościoła ortodoksyjnego, a stojący na czele walczącego z nimi rządu federalnego jest protestantem.

– Nagle okazało się, że Tigrajczycy są znienawidzeni. Rzekomo najbogatsi, najbardziej korzystający z kasy federalnej, a w rzeczywistości pozbawieni prawie wszystkiego, inwestycji, wody, prądu – mówi Soliana Abraha, sama pochodząca z tej społeczności. Tigrajczycy to zaledwie 6 proc. ze wszystkich Etiopczyków. Znacznie liczniejsi są Oromo czy Amharowie, których milicje walczą po stronie armii federalnej. Tigrajczycy odgrywali jednak w Etiopii szczególną rolę. Tigrajski Ludowy Front Wyzwolenia był najbardziej zasłużony w obaleniu dyktatury w 1991 r., a potem był nadreprezentowany w kolejnych rządach. Tak było do czasu, aż na scenie politycznej, trzy lata temu, pojawił się premier Abiy Ahmed. Znakomicie przyjęty przez świat. W 2019 r. dostał Pokojową Nagrodę Nobla. Za „wysiłki na rzecz pokoju i współpracy międzynarodowej, w szczególności za decydującą inicjatywę rozwiązania konfliktu granicznego z sąsiednią Erytreą".

Autopromocja
LOGISTYKA.RP.PL

Branża, która napędza polską gospodarkę

CZYTAJ WIĘCEJ

Teraz Erytrea, jedna z najbardziej ponurych dyktatur, wspiera Abiya Ahmeda w wojnie w Tigraju. A on sam już nie jest ulubieńcem Zachodu.

Dociekanie prawdy

Soliana Abraha patrzy na tę wojnę oczami tigrajskimi. Organizacje międzynarodowe, analitycy, największe media zachodnie wspominają, że zbrodnie na cywilach (w tym rzezie i pozasądowe egzekucje) popełniają różne strony konfliktu, a czasem nawet, że wszystkie. Jest o tym mowa w rezolucjach Komisji Praw Człowieka ONZ czy dokumencie przygotowanym przez kongresmenów amerykańskich.

Rzetelne zbadanie wydarzeń utrudnia brak dostępu na teren konfliktu. Rząd etiopski nie wpuszcza do Tigraju zagranicznych obserwatorów, co podkreślała między innymi Amnesty International.

To jedna z organizacji próbujących dokumentować przypadki łamania praw człowieka w Etiopii. Korzysta z dwóch rodzajów źródeł: zbiera świadectwa cywilów, zwłaszcza uciekinierów, przeprowadzając wywiady osobiście w obozach uchodźców lub prowadząc rozmowy telefoniczne.

Nie tylko Amnesty International przedstawia uchodzące za wiarygodne doniesienia o gwałtach wobec kobiet w Tigraju. Sprawcami byli żołnierze armii etiopskiej i erytrejskiej. Ofiarami przemocy seksualnej są nawet niepełnosprawne dziewczynki.

Oblężenie

Na początku lipca wojna wydawała się gasnąć. Rząd zapowiadał wstrzymanie ognia, sprawiał wrażenie, że wystarczy mu, że jego armia kontroluje wraz z amharskimi milicjami i wojskami z Erytrei zachodnią część Tigraju, co odcina Tigrajczyków od jedynej drogi za granicę, czyli Sudanu (tamtędy wcześniej przedostało się około 67 tys. tigrajskich uchodźców).

W ostatnich dniach napływają jednak informacje o zaostrzeniu sytuacji. Władze sąsiadującej od południa z Tigrajem prowincji Amhara ogłosiły mobilizację wszystkich mieszkańców posiadających broń. Z kolei, jak podawała brytyjska BBC, z sąsiadującej od zachodu prowincji Araf napływały trudne do potwierdzenia informacje o zdobyczach terytorialnych Tigrajczyków.

Niewykluczone, że poprzez Araf próbują stworzyć korytarz do sąsiedniego kraju – Dżibuti. Wyrwać się w ten sposób z totalnego oblężenia.