O rzekomym sukcesie artylerii przeciwlotniczej Abchazji poinformowało Ministerstwo Obrony tej separatystycznej republiki. – To takie same samoloty zwiadowcze jak ten, który zlikwidowaliśmy 20 kwietnia – powiedział szef resortu Merab Kiszmaria. Wówczas też o zestrzeleniu poinformowali Abchazi. Gruzja, która początkowo dementowała tę informację, w końcu przyznała, że straciła maszynę. Miał ją jednak trafić rosyjski myśliwiec MiG-29.
Podobnie jak kilka tygodni temu Gruzini oskarżyli wczoraj separatystów o sianie dezinformacji. – Strona gruzińska kategorycznie oświadcza, że nasz samolot nie został trafiony – oznajmił Szota Chizaniszwili z gruzińskiego MSW.
Informacja o podniebnym incydencie nad Abchazją to kolejny zgrzyt w wyjątkowo napiętych relacjach między separatystyczną republiką a Gruzją. Wczoraj rano minister obrony separatystów Merab Kiszmaria przekonywał, że Tbilisi szykuje się do inwazji na Abchazję. – Jesteśmy gotowi do stawienia czoła agresji. Trzymamy nasze oddziały w stanie gotowości bojowej – mówił. Według niego Gruzini rozmieścili wzdłuż granic z Abchazją 7,5 tysiąca żołnierzy, czołgi oraz transportery bojowe.
Podobne informacje dzień wcześniej rozpowszechniały rosyjskie media. Trzy agencje informacyjne: ITAR-TASS, RIA-Nowosti i Interfax, opublikowały szczegóły rzekomego planu inwazji. „Zakłada on zaję-cie najważniejszych obiektów w rejonie przybrzeżnym Abchazji oraz działania gruzińskich oddziałów liczących około 3 tysięcy żołnierzy w dolnej części wąwozu Kodori” – doniosły, powołując się na „anonimowego informatora” z rosyjskich resortów siłowych. Według niego w przygotowaniu operacji biorą udział zagraniczni specjaliści. Informator zapewnił też, że w związku z przyszłym konfliktem zbrojnym personel wielu ambasad szykuje się do ewakuacji z Tbilisi.
Pojawienie się tej wiadomości w serwisach trzech największych rosyjskich agencji, według analityków, nie było przypadkiem. Na reakcję Gruzji nie trzeba było długo czekać. Szef MSZ Grigoł Waszadze bez wahania określił te doniesienia jako „prowokację rosyjskich resortów siłowych”. I doradził ich anonimowym przedstawicielom „leczenie nerwów za pomocą waleriany”. – Z drugiej strony gruzińscy lekarze uważają, że lepsze będzie valium – dodał Waszadze.Rosyjskie MSZ nie posłuchało rady. „Uciekając się do awantur z bezzałogowymi samolotami zwiadowczymi i forsując przygotowania wojenne w pobliżu stref konfliktu, władze w Tbilisi wkroczyły na drogę świadomego potęgowania napięcia w regionie. Cała odpowiedzialność za konsekwencje takiego kursu spadnie na stronę gruzińską” – oznajmiło wczoraj.