Tokio wielokrotnie groziło wycofaniem się z Międzynarodowej Komisji Wielorybnictwa (International Whaling Commission - IWC), głównie z powodu braku akceptacji dla prowadzonych pod przykrywką badań naukowych krwawych połowów wielorybów, mimo że kraj ten jest sygnatariuszem umów zakazujących polowań. Każde takie polowanie pod szyldem badań naukowych kosztowało życie średnio 330 wielorybów.
Ostatnio Japonia usiłowała przekonać IWC, by zezwolono jej na powrót do komercyjnych polowań, lecz bez skutku.
W związku z tym do końca bieżącego roku Tokio poinformuje Komisję o wystąpieniu z szeregu jej członków, co zgodnie z przepisami o półrocznym okresie wypowiedzenia stanie się faktem 30 czerwca 2019. Oznacza to, że japońscy wielorybnicy będą mogli wznowić polowania na płetwala karłowatego i inne chronione prawem gatunki.
Rzecznik japońskiego rządu Yoshihide Suga zapowiedział, że Japonia będzie prowadzić te polowania wyłącznie na wodach terytorialnych, rezygnując z połowów w Antarktyce i na półkuli południowej.
Suga przekonywał, że wyjście Japonii z IWC umożliwi japońskim rybakom "przekazywanie następnym pokoleniom bogatej tradycji wielorybniczej".
Japonia dołączy więc do Norwegii i Islandii - krajów otwarcie kwestionujących zakaz połowów wielorybów, a jej decyzja wywołała falę międzynarodowej krytyki.
Do pozostania w IWC wezwały Japonię Australia i Nowa Zelandia, kraje, które szczególnie ostro krytykują tradycje wielorybnicze, uznając je za "przestarzałą i niepotrzebną praktykę".
Japonia rzeczywiście powołuje się na swoje tradycje wielorybnicze, które szczególnie po II wojnie światowej były dla Japończyków zbawienne - dla wyniszczonego wojną kraju wieloryby były bezcennym źródłem białka.
Od tego jednak czasu warunki życia Japończyków znakomicie się poprawiły, a większość populacji deklaruje, że bardzo rzadko albo wręcz nigdy mięsa wielorybów nie jada.