W czasie wojny każdy z piątki Polaków, którzy przybyli do Waszyngtonu na obchody Dnia Pamięci o Holokauście – Anna Stupnicka-Bando, Ireneusz Rajchowski, Alicja Schnepf, Tadeusz Stankiewicz i Józef Wolszczak – uratował kogoś przed zagładą z rąk Niemców. Zostali potem za to odznaczeni medalem i dyplomem Sprawiedliwych wśród Narodów Świata przez Izrael.
Wczoraj byli gośćmi uroczystości na waszyngtońskim Kapitolu. W swoim przemówieniu prezydent USA zwrócił się do nich ze słowami uznania. – Jesteśmy pod głębokim wrażeniem waszych czynów, odwagi i sumienia. Wasza obecność tutaj skłania każdego z nas do zapytania samych siebie, czy na waszym miejscu zrobilibyśmy to samo, co wy. Możemy mieć tylko nadzieję, że odpowiedź brzmi „tak” – powiedział Obama.
Jak dodał prezydent, część odpowiedzialności za Holokaust spada na osoby, które nie znalazły w sobie tyle odwagi i „przyjęły przypisaną im rolę widza”. – Nie znam angielskiego, więc nie rozumiałem, co mówi prezydent. Patrzył jednak na nas, więc zrobiło mi się bardzo miło – mówi „Rz” Tadeusz Stankiewicz. Uroczystość na Kapitolu była uwieńczeniem tygodniowej wizyty Sprawiedliwych w Nowym Jorku i Waszyngtonie.
– Cały ten pobyt miał zupełnie niezwykły charakter, był to bardzo podniosły i wzruszający tydzień. Pokazaliśmy Ameryce najlepszą twarz Polski, twarz ludzi, którzy z narażeniem własnego życia ratowali życie innym – mówi „Rz” towarzyszący grupie ambasador Maciej Kozłowski, pełnomocnik MSZ ds. stosunków polsko-żydowskich.
[srodtytul]Owacja na Broadwayu[/srodtytul]