– Zróbcie z tym porządek, bo niedługo politycy nie będą mogli bezpiecznie wyjść na ulicę – ostrzega liderów partyjnych były premier José Maria Aznar.
Walencja, Katalonia, Baleary, Wyspy Kanaryjskie, Galicia to niektóre z dziesiątek miejsc, w których trwają dochodzenia w sprawie sprzeniewierzenia funduszy publicznych. Korupcję udowodniono zarówno rządzącym socjalistom, jak i opozycyjnej prawicowej Partii Ludowej czy katalońskim nacjonalistom.
Zdecydowany na wszystko tłum napiera na drzwi ratusza w 120- tysięcznej Santa Coloma w Katalonii. – Niech się wynoszą. Zwolnić cały ratusz – krzyczą uczestnicy protestu. Burmistrz, socjalista, został aresztowany za korupcję i oszustwa (okradał fiskusa i UE) oraz pranie pieniędzy. Razem z nim do aresztu trafili radny odpowiedzialny za politykę mieszkaniową i dwóch byłych współpracowników Jordiego Pujola, który przez 23 lata stał na czele katalońskiego rządu.
Śledztwo pod kryptonimem „Pretoria” trwało dwa lata, a kierował nim sam Baltasar Garzon, sędzia, który chciał postawić przed sądem Augusto Pinocheta. Ku oburzeniu jednych i radości innych telewizja pokazała aresztowanych w kajdankach. Kilka dni wcześniej dziennikarze spotkali w pobliżu barcelońskich sądów Feliksa Milleta, powszechnie szanowanego Katalończyka udekorowanego m.in. Krzyżem św. Jerzego, najwyższym odznaczeniem w tym regionie. Udowodniono mu sprzeniewierzenie ponad 30 mln euro z barcelońskiej Fundacji Palau de Musica i Orfeo Catalan, chóru przy Palau, symbolu katalońskiej kultury. Millet jednak nie szedł skuty kajdankami, ale spokojnie jadł sobie obiad, bo w jego przypadku sąd nie zażądał nawet kaucji. „Caso Millet” wyszedł na jaw w lipcu. Przypomina scenariusz opery mydlanej: zawyżanie i fałszowanie rachunków, zakup ziemi i luksusowych samochodów, wakacje w Polinezji za 140 tys. euro. Palau zapłacił za wesela córek Milleta i za remont jego domu. Kierujący fundacjami zarabiali nie gorzej od piłkarzy FC Barcelony i co roku wypłacali sobie milionowe premie. Chórzyści zarabiali po kilkaset euro miesięcznie, mniej niż opłacane przez Milleta prostytutki.
Na razie sprawdzono osiem z 43 kont, jakie miały fundacje, i udowodniono wykorzystanie do celów prywatnych 31 mln euro w ciągu ostatnich dziesięciu lat. Wiadomo jednak, że część dokumentów została zniszczona, a kont w republikach bananowych nie da się zlokalizować. W aferę uwikłane są partie, gminy, nawet urząd skarbowy, który przez dziesięć lat nie zauważał nieprawidłowości w fundacji.