Portal EUobserver.com monitorujący prace Parlamentu Europejskiego uznał europosłów z naszego kraju za najmniej „przyjaznych gejom".

Sporządził zestawienie, z którego wynika, że niespełna 20 proc. polskich eurodeputowanych głosowało za kluczowymi dla środowisk LGBT (lesbijki, geje, bi- i transeksualiści) rezolucjami parlamentu. Ponad 80 proc. głosowała przeciw, wstrzymywała się od głosu lub nie brała udziału w głosowaniach.

– To nie homofobia, ale zdrowy rozsądek – odpowiadają polscy europosłowie i wskazują, że większość rezolucji Parlamentu Europejskiego pisana jest zgodnie z radykalną lewicową ideologią.

Zaraz za Polakami znaleźli się przedstawiciele Łotwy i Litwy, z których około jednej trzeciej głosowała za wspomnianymi rezolucjami.

Najbardziej przyjaźni gejom okazali się być Duńczycy, Estończycy oraz Szwedzi.

– Oznacza to, że polscy posłowie do PE są najmniej otumanieni politpoprawnością panującą w Brukseli. Przyjmuję to z satysfakcją – mówi „Rz" Konrad Szymański, europoseł PiS i zastępca rzecznika dyscypliny głosowania grupy konserwatywnej.

Podział widać także w barwach frakcyjnych. Frakcje lewicowe głosują za prawami gejów trzy razy częściej niż frakcje prawicowe. Najbardziej przyjaźni gejom są Zieloni. 90 proc. z nich popiera progejowskie rezolucje.

EUobserver.com wziął pod  uwagę pięć rezolucji dotyczących walki z homofobią i  ochrony praw człowieka, nad  którymi głosowano w ciągu ostatnich 6,5 roku.

Trzy z nich (przyjęte w  2006, 2007 i 2012 roku) dotyczyły przeciwdziałania homofobii w Europie. Parlament Europejski wzywa w nich m.in. do solidaryzowania się z obrońcami równych praw dla homoseksualistów i lesbijek oraz wyraża swe poparcie dla nich, wzywa Komisję Europejską do wszczynania wobec państw członkowskich postępowania przed Trybunałem w Strasburgu w razie naruszenia ich zobowiązań, przypomina, że zakaz marszów równości i parad gejów i niezapewnianie właściwej ochrony ich uczestnikom to naruszenie wolności wypowiedzi, zgromadzeń i demonstracji.

W najnowszej z tych rezolucji mowa jest o tym, by kryminalizować wrogie wobec gejów wypowiedzi. Wspomina się w niej także o „wprowadzeniu instytucji kohabitacji, partnerstwa lub małżeństwa dla par tej samej płci", a także o użyciu szkolnictwa, administracji i legislacji do zwalczania homofobii.

Pozostałe dwie rezolucje to przyjęta w 2009 r. o „sytuacji dotyczącej praw podstawowych", gdzie analizowano problem dyskryminacji ze względu na  orientację seksualną, oraz uchwalona w ubiegłym roku „w sprawie praw człowieka, orientacji seksualnej i tożsamości płciowej w państwach członkowskich ONZ". Wzywa ona państwa członkowskie m.in. do promowania praw człowieka w zakresie orientacji seksualnej i tożsamości płciowej.

– Wszędzie mowa jest o homofobii, a nikt nie zdefiniował tego pojęcia, wobec czego jest ono naginane do potrzeb środowisk homoseksualnych. Wobec każdego, kto ma inne zdanie, używa się natychmiast pałkarskich argumentów z etykietą homofoba na czele – podkreśla Szymański.

– Niedoprecyzowanie i niezrozumiałe pojęcia są niebezpieczne, bo łatwo mogą stać się wytrychem dla regulacji nieakceptowalnych z punktu widzenia społecznego – podkreśla z kolei Paweł Zalewski, europoseł PO. – W rezolucjach europarlamentu?często jako homofobię określa się brak akceptacji dla najbardziej radykalnych postulatów i najdalej idących rozwiązań, jak adopcja dzieci czy zrównanie małżeństw homoseksualnych z tradycyjnymi – dodaje.

Z takim stawianiem sprawy nie zgadza się Joanna Senyszyn, europosłanka Sojuszu Lewicy Demokratycznej.

– Mnie to nie dotyczy – zastrzega, pytana o to, dlaczego polscy eurodeputowani są najmniej „gay friendly". – Cały czas walczę w Parlamencie Europejskim o prawa mniejszości seksualnych. – To europosłowie z PO, PiS czy Solidarnej Polski są w zdecydowanej większości homofobami. Ich brak tolerancji wynika z katolickiego wychowania i zaściankowej moralności – dodaje.

Od płci do globalnego ocieplenia

Lewicowa ideologia promująca walkę o prawa homoseksualistów jest obecna w coraz większej ilości aktów prawnych nie tylko w europarlamencie. Ostatnio w Polsce głośny był spór o konwencję Rady Europy o przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet. Minister sprawiedliwości Jarosław Gowin uznał ją za „dokument będący wyrazem ideologii feministycznej, który tak naprawdę służy zwalczaniu tradycyjnej roli rodziny i promowaniu związków homoseksualnych". Pełnomocnik rządu do spraw równego traktowania Agnieszka Kozłowska-Rajewicz broniła konwencji. Jej ratyfikację odłożono. Wątpliwości budzą też kolejne rezolucje europarlamentu poświęcone walce o prawa kobiet. „Rz" opisywała niedawno rezolucję, która winą za nasilającą się dyskryminację ze względu na płeć obarcza m.in. globalne ocieplenie. W rezolucji PE zwrócił się do państw członkowskich o „uwzględnienie aspektu płci w strategiach na rzecz przeciwdziałania klęskom żywiołowym", a także „o promowanie upodmiotowienia kobiet i ich uświadamianie poprzez budowanie potencjału przed katastrofami związanymi z klimatem".

—k.b.