Nastolatek z Kalifornii pokłócił się z rodzicami. Chłopak uciekł z domu i postanowił wyruszyć na gapę na Hawaje. Pojechał na lotnisko w San Jose. Tam przeszedł przez ogrodzenie i wdrapał się do komory podwozia Boeinga 767.
Lot na wysokości 11,5 km jest śmiertelnie niebezpieczny. Na tej wysokości człowiek zazwyczaj nie jest w stanie przetrwać. W powietrzu znajduje się bardzo mało tlenu, a temperatura w podwoziu sięga -60 stopni Celsjusza. Warunki dorównują tym, jakie panują w kriokomorze.
W takich warunkach człowiek może przeżyć wpadając w hibernację, kiedy serce bije kilka razy na minutę. Chłopak musiał stracić przytomność w kilka minut po starcie i dlatego nie zdążył zamarznąć.
Po 5,5 godzinach lotu samolot wylądował na wyspie Maui na Hawajach. Nastolatka zatrzymano na płycie lotniska.
- Zadziwiło mnie w tej historii to, że chłopak wyszedł z podwozia o własnych siłach - powiedział dr Grzegorz Kempa z Wojskowego Instytutu Medycyny Lotniczej w rozmowie z TVP.
Stan zdrowia chłopca określono jako dobry.
Władze analizują zabezpieczenia portów lotniczych. Amerykańska Agencja Bezpieczeństwa Transportu i FBI badają w jaki sposób nastolatek przeszedł niezauważalnie przez ogrodzenie i dostał do samolotu.
Eksperci twierdzą, że system zabezpieczeń lotnisk w USA nadal nie jest doskonały, mimo dziesiątków miliardów dolarów wydanych na ten cel od czasu zamachów z 11 września.
Od 1947 roku na lot w podwoziu zdecydowało się 105 osób, z czego 75 proc. go nie przeżyło.
W lutym pracownicy lotniska w Waszyngtonie odkryli ciało mężczyzny, który ukrył się w luku podwozia samolotu South African Airlines, który przyleciał z RPA. Z kolei w 2010 nastolatek wypadł z luku podwozia samolotu, który lądował w Bostonie.