Do tragedii doszło w znajdującej się na zachodzie Armenii miejscowości Giumri, gdzie od dwudziestu lat stacjonuje 102. rosyjska baza wojskowa. W jednym z domów jednorodzinnych w poniedziałek zostały znalezione ciała sześciu osób. Pięć z nich rozstrzelano prawdopodobnie z automatu Kałasznikowa, a jedna ofiara, którą okazała się dwuletnia dziewczynka, została zabita nożem. Masakrę przeżyło jedynie półroczne dziecko, które również zostało postrzelone i w ciężkim stanie trafiło do szpitala. Jak podają lokalne organy ścigania, ofiarą mordercy padła ormiańska rodzina Awietisian, od lat mieszkająca w Giumri przy ul. Miaśnikiana. Na miejscu tragedii morderca zostawił broń z amunicją i umundurowanie wojskowe.
Rosyjski dziennik „Kommiersant" poinformował, że głównym podejrzanym w tej sprawie jest żołnierz odbywający zasadniczą służbę zawodową w 102. rosyjskiej bazie wojskowej Walerij P., który w poniedziałek w nocy opuścił swój posterunek i uciekł z jednostki zabierając ze sobą broń. Wiadomo, że Walerij P. pochodzi z okolic syberyjskiej miejscowości Czyta i stamtąd został zmobilizowany do wojska w zeszłym roku. Na terenie Armenii przebywał nie długo, ponieważ został tam skierowany dopiero w grudniu. Rosyjskie media podają, że do momentu jego ucieczki żołnierz niczym się nie wyróżniał i nie stwarzał problemów.
Wydarzenie z Giumri wstrząsnęło całą Armenią. Sprawcy poszukiwały na terenie całego kraju wszystkie służby mundurowe Armenii wraz z rosyjskimi wojskowymi i Federalną Służbą Bezpieczeństwa Rosji, która jest zaangażowana w ochronę ormiańsko-tureckiej granicy. Gdy Walerij P. próbował wyjechać do Turcji, został zatrzymany i przewieziony z powrotem do 102. bazy wojskowej, gdzie obecnie jest przesłuchiwany przez ormiańskie i rosyjskie organy śledcze.
Ormiański portal informacyjny News.am, powołując się na zastępcę szefa Komitetu Śledczego Armenii Waagna Arutiuniana podaje, że Walerij P. przyznał się do zarzucanych mu czynów.
„Morderca był sam, a gdy przedostał się do domu, rodzina nie zdążyła stawić oporu. Wszystko odbywało się bardzo szybko. Sąsiedzi, którzy słyszeli strzały, myśleli, że to petardy. Jak żołnierz sam się przyznaje, gdy próbował strzelić do półrocznego dziecka, zacięła mu się broń, wtedy postanowił zabić dziecko nożem" – czytamy na stronie news.am.