Ukraińskie media podają, że około 250 mieszkańców Konstantiniwki protestuje w centrum miasta w związku ze śmiercią ośmioletniej dziewczynki, potrąconej w poniedziałek przez transporter opancerzony ukraińskiej armii. Manifestanci domagają się całkowitego zakazu sprzedawania alkoholu stacjonującym tam ukraińskim żołnierzom. Ukraińskie władze obawiają się, że separatyści będą próbowali zdestabilizować sytuację w mieście.
Do tragedii doszło w poniedziałek w miejscowości Konstantinowka znajdującej się zaledwie kilkanaście kilometrów od linii frontu w Donbasie. Według ukraińskich mediów, jadący transporterem opancerzonym żołnierze ukraińskich sił zbrojnych potrącili kobietę z dwójką mały dzieci. Ranni natychmiast zostali przywiezieni do szpitala, lecz życia ośmioletniej dziewczynki nie dało się uratować. Na miejscu tragedii natychmiast zaczęły gromadzić się dziesiątki ludzi, wieczorem było ich już kilkaset.
W nocy tłum zaatakował akademik, gdzie mieszkają ukraińscy żołnierze. Budynek próbowano podpalić i otoczyć płonącymi oponami. Protestujący próbowali także przedostać się na teren jednego z ukraińskich batalionów, stacjonującego w Konstantiniwce. Wojskowym wspólnie z milicją udało się opanować sytuację, a w Kijowie zapadły już pierwsze decyzje kadrowe. Na czas śledztwa dowódca żołnierzy, którzy doprowadzili do wypadku, został zawieszony przez ukraiński resort obronny.
We wtorek ukraiński resort obronny potwierdził informację o tym, że kierujący transporterem opancerzonym żołnierze byli pod wpływem alkoholu. Poinformowała o tym agencja informacyjna Interfax-Ukraina, powołując się na służbę prasową ministerstwa obrony.
Ukraińscy wojskowi, którzy spowodowali wypadek, zostali natychmiast zatrzymani i przewiezieni do innego miasta w obawie przed samosądem mieszkańców. Na polecenie prezydenta Petra Poroszenki, główny prokurator wojskowy Ukrainy wziął pod osobistą kontrolę śledztwo w tej sprawie.