Wracając w poniedziałek po półtoratygodniowej nieobecności, prezydent Władimir Putin ogłosił nagłe ćwiczenia wojskowe Floty Północnej w rosyjskiej części Arktyki. Dzień później okazało się, że na podstawie rozkazów Ministerstwa Obrony manewry rozciągnięto na ogromny obszar od Morza Północnego przez obwód kaliningradzki po rosyjskie bazy w Armenii – wzdłuż całej zachodniej granicy Rosji.
W sumie w pięciodniowych ćwiczeniach weźmie udział od 38 do 45 tys. żołnierzy, 15 okrętów podwodnych i 41 nawodnych, 110 samolotów i helikopterów. Początkowo sądzono, że manewry są odpowiedzią na natowskie ćwiczenia „Joint Viking" w północnej Norwegii, ale okazało się, że rosyjskie są dziesięciokrotnie większe.
Pierwszym efektem ćwiczeń było wykrycie przez Łotyszy dwóch rosyjskich okrętów podwodnych w pobliżu ich wód terytorialnych, mimo że ogłoszone plany nie przewidywały działań na Bałtyku.
Poza zarządzonymi przez Putina 16 marca ćwiczeniami na Dalekim Wschodzie trwają manewry lotnictwa wojskowego i obrony przeciwlotniczej, ćwiczenia marynarki wojennej na Morzu Japońskim i wojsk lądowych na pięciu tamtejszych poligonach. Na Morzu Kaspijskim ćwiczy piechota morska, w okolicach Wołgogradu – artyleria, a w Kraju Stawropolskim – lotnictwo. Nie wiadomo, ilu w sumie żołnierzy ćwiczy w całej Rosji.
„Zaplanowano przerzucenie do obwodu kaliningradzkiego lotnictwa, a lądowe zgrupowanie na Bałtyku zostanie wzmocnione rakietowymi kompleksami Iskander, które zostaną dostarczone okrętami desantowymi Floty Bałtyckiej" – poinformowała agencja RIA Novosti. Jednocześnie na Krymie wylądują bombowce strategiczne Tu-22.