Władze Kenii od ponad tygodnia obawiały się ataku ze strony somalijskiej grupy Al-Szabab. Członkowie grupy grozili Kenii za wysłanie wojsk do Somalii w ramach sił pokojowych Unii Afrykańskiej, które wspierają słabe władze w Mogadiszu w walce z Al-Szabab.
Mimo ostrzeżenia, kampusu uniwersyteckiego w Garissie pilnowało tylko dwóch ochroniarzy. Napastnicy po wtargnięciu na teren kampusu ostrzelali policjantów i weszli do jednego z budynków. Dwóch terrorystów zajęło pozycję na dachu, uniemożliwiając rozpoczęcie operacji przez wojsko.
Na miejscy terroryści zaczęli wypytywać studentów mieszkających w akademiku z tekstu Koranu i nauczania Islamu. Muzułmanie mogli opuścić budynek, chrześcijanie pozostawali w zamknięciu.
Policja i wojsko przybyły na teren kampusu już około 30 minut po rozpoczęciu ataku, jednak szturm na budynek kampusu rozpoczął się kilka godzin później. W tym czasie terroryści dokonywali egzekucji na chrześcijańskich studentach.
Świadkowie, którym udało się uciec z budynku, relacjonowali, że zamachowcy chodzili korytarzami akademika, a wokół nich leżały dziesiątki ciał.
Szturm na budynek został przeprowadzony przez policję i wojsko dopiero około godziny 21. Czterech napastników wysadziło się w powietrze, jeden z nich trafił w ręce policji.
Grupa Al-Szabab odpowiedzialna jest za atak terrorystyczny w centrum handlowym w Nairobi w 2013 roku. Zginęło wówczas prawie 70 osób.
Wczorajsze wydarzenia na kampusie w Garissie są najtragiczniejszym atakiem w Kenii od zamachu na ambasadą Stanów Zjednoczonych w Nairobi. 7 sierpnia 1998 r., w wyniku zdetonowania kilku ton ładunków wybuchowych, zginęło 211 osób.