Dyskusja rozgorzała pod wpływem zeszłotygodniowego referendum w Irlandii, zakończonego zdecydowanym zwycięstwem zwolenników umożliwienia parom homoseksualnym zawierania związków małżeńskich.

W Niemczech wszystkie partie zasiadające w Bundestagu mają podobny pogląd jak większość Irlandczyków - poza największą CDU/CSU. Wczoraj rząd, który tworzą wstrzęmięźliwe w tej sprawie CDU/CSU i życzliwa SPD - przeprowadził lifting dotychczasowego prawodawstwa dotyczącego związków par homoseksualnych (zwane rejestrowanymi związkami partnerskimi).

Ale z powodu sprzeciwu partii kanclerz Angeli Merkel nadal nie ma mowy o adopcji dzieci przez takie pary i nazywanie ich związku małżeństwem.

Ale w CDU/CSU nie ma pełnej zgody. Z jednej strony jest, jak pisze dziennik "Frankfurter Allgemeine Zeitung", szef frakcji tych partii w Bundestagu Volker Klauder (sam jest z CDU), który podkreśla, że małżeństwo "w myśl ustawy zasadniczej" jest związkiem kobiety i mężczyzny. Po drugie za nie do przyjęcia uważa on pełną adopcję dzieci przez partnerów życiowych tej samej płci. Klauder jest natomiast zwolennikiem zrównania par homo i hetero w sprawach podatkowych, dziedziczenia itp.

Ale w prezydium CDU są i takie głosy, cytowane przez "FAZ": skoro katoliccy Irlandczycy mogą, to i również my możemy. (Choć raczej optują za tym protestanci z szeregów CDU i bawarskiej siostry - CSU).

Kruszeje też najbardziej konserwatywne skrzydło, w tym politycy Związku Wypędzonych, który do niedawna prowadziła Erika Steinbach. Jej następca, poseł Bernd Fabritius, sam jest gejem. Jak twierdzi: "zrozumienie dla zmian społecznych rośnie i w naszej partii".

To, że jest homoseksualistą, nie wywołuje żadnego wrażenia w środowiskach wysiedlonych, zapewniał Fabritius w wywiadzie udzielonym "Rz" w listopadzie zeszłego roku: -. Związek Wypędzonych odzwierciedla różnorodność niemieckiego społeczeństwa i nie jest ostoją konserwatyzmu, jak się czasem sądzi - dodał.