ISIS nie ma już przywódcy w postaci samozwańczego kalifa Abu Bakra al-Bagdadiego. To nie wszystko. Tzw. Państwo Islamskie straciło w ostatnich dniach jeszcze jednego ważnego funkcjonariusza. Jak twierdzą źródła kurdyjskie, w Syrii nieco wcześniej przed amerykańskim atakiem na Bagdadiego zginąć miał Abu Hasan al-Muhadżir, niestrudzony autor wezwań o przeprowadzanie zamachów terrorystycznych do zwolenników kalifatu na całym świecie. Był potencjalnym następcą Bagdadiego. Tym samym ISIS zostało pozbawione najwyższego kierownictwa. Oznaczać to może, że idea kalifatu jest już martwa.

Żyją jednak w ukryciu tysiące bojowników ISIS w Syrii czy Iraku, a więc na obszarach kontrolowanych kilka lat temu przez kalifat al-Bagdadiego. Nie tylko tam. Ideologia kalifatu i sunnickiego dżihadu oparta na wahabizmie, ortodoksyjnym prądzie w islamie, w mniej lub bardziej czystej postaci znalazła swych zwolenników w wielu krajach na świecie. Także w Europie. W końcu na wezwanie kalifatu na dżihad do Syrii i Iraku podążyły tysiące młodych islamistów oraz wiele muzułmanek z Niemiec, Wielkiej Brytanii, Belgii i innych państw.

O aktywności ISIS poza syryjskim matecznikiem świadczą dane z 2018 roku. Ponad 300 ataków miało miejsce w Afganistanie, niemal 200 w Egipcie, ponad 70 w Somalii, ponad 40 w Nigerii i dziesiątki w wielu innych państwach. To dane zebrane prze BBC na podstawie informacji Naszir News Agency, agencji informacyjnej ISIS. W roku ubiegłym zwolennicy ISIS dokonali kilku zamachów nożowych we Francji, Belgii, Kanadzie i Australii. W 2017 roku zamach dżihadysty przy użyciu samochodu w Barcelonie kosztował życie 13 osób, a przed halą koncertową w Manchesterze 22 osoby zginęły z rąk zamachowcy samobójcy.

Zdaniem ekspertów CNN regionalne organizacje upadłego kalifatu są całkowicie niezależne organizacyjnie i materialnie od pseudopaństwa, które w chwili największej świetności panowało na 100 tys. km kw. terytorium Iraku i Syrii zamieszkanego przez 12 mln ludzi. Handel ropą, haracze i rabunki zasilały kasę kalifatu setkami milionów dolarów. To już przeszłość.

– ISIS jest swego rodzaju awatarem Al-Kaidy. Upadek kalifatu nie gwarantuje, że na jego gruzach nie powstanie nowa odmiana ekstremizmu – mówi „Rzeczpospolitej" Nadim Shehadi, dyrektor nowojorskiej filii Libańsko-Amerykańskiego Uniwersytetu w Bejrucie.

Jego zdaniem jest to naturalna konsekwencja rządów brutalnych dyktatur w krajach Bliskiego Wschodu, wojen w Iraku i Syrii, zniszczenia wielu miast. Sunnicki ekstremizm znajduje w tych warunkach rzesze zwolenników, którzy tworzyli bazę takich organizacji jak samozwańczy kalifat. Niebezpieczeństwo dalszego rozwoju ekstremizmu nie mija więc wraz ze śmiercią al-Bagdadiego.

– Był samozwańczym kalifem, ale nie był żadną liczącą się postacią w islamie. Gdyby było inaczej, mielibyśmy do czynienia z falą dramatycznych protestów i demonstracji w świecie muzułmańskim – mówi Shehadi.

Prezydent Trump argumentował, że Bagdadi usiłował odbudować ISIS, co miało być przyczyną jego obecności niedaleko Idlib, z dala od terenów byłego kalifatu. Odrodzenie ISIS wydaje się jednak w obecnych warunkach w Syrii mało prawdopodobne. Dba o to Turcja, Rosja i USA, a także reżim prezydenta Asada. Przede wszystkim zaś syryjscy Kurdowie, których jednostki samoobrony YPG pozostają najważniejszą siłą militarną w północno-wschodniej Syrii, mimo konieczności opuszczenia obszarów zajętych ostatnio przez Turcję.