Wybuch nastąpił około 14.40 miejscowego czasu w pociągu pomiędzy stacjami Siennaja Płoszczad i Technologiczeskij Institut. Metro dojechało na tę drugą stację i stanęło. Z ocalałych wagonów wybiegli przerażeni pasażerowie i zaczęli uciekać na zewnątrz. Z miejsca, gdzie doszło do wybuchu, przez rozbite drzwi zaczęli wydostawać się ocalali pasażerowie.

Wybuch był tak silny, że kłęby dymu dotarły tunelem metra do stacji Siennaja Płoszczad, tam również wywołując panikę. Dlatego początkowo nie było wiadomo, gdzie doszło do eksplozji i ile było wybuchów – jeden czy dwa.

– Z metra ze środka zaczęli wybiegać ludzie. Ktoś wyszedł z tego bez szwanku, inni wychodzili w podartej odzieży, z brudnymi twarzami, we krwi. Potem zaczęto wynosić ludzi. Na miejscu wszyscy od razu uważali, że to zamach terrorystyczny – powiedział niedoszły pasażer Aleksandr.

Szok

„Oczywiście, zawsze brane są pod uwagę wszystkie warianty – i kryminalne, i przede wszystkim charakteru terrorystycznego. Zobaczymy" – powiedział przebywający w Petersburgu prezydent Putin. Uczestniczył w spotkaniu z przedstawicielami miejscowych mediów.

W ciągu godziny przed stację metra zajechało 17 karetek pogotowia, potem jeszcze dodatkowo 24, a na placu przed nią wylądował helikopter ratunkowy. Ale według świadków to pracownicy metra wynieśli rannych w wybuchu na powierzchnię.

Po dwóch godzinach eksplozję uznano za zamach terrorystyczny, a z Moskwy wysłano grupę śledczych specjalizujących się w podobnych sprawach. Ostatnie takie ataki miały miejsce w Rosji w październiku–grudniu 2013 roku w Wołgogradzie. W serii trzech zamachów dokonanych przez islamistów z Czeczenii zginęło wtedy 41 osób, a 55 zostało rannych.

Znajdujący się na stacji metra śledczy poinformowali nieoficjalnie, że ładunek wybuchowy był niezbyt duży – był odpowiednikiem 200–300 gram trotylu. Ale pojemnik, w którym się znajdował, został wypełniony metalowymi przedmiotami. Według wstępnej wersji ktoś zostawił go w wagonie metra przy drzwiach na stacji Siennaja Płoszczad i prawdopodobnie wysiadł.

– Wszyscy są w szoku, podekscytowani. Tłumy ludzi wyszły ze stacji metra w centrum miasta, zablokowane są wszystkie ulice, ruch uliczny zamarł – powiedział „Rzeczpospolitej" tuż po zamachu dziennikarz miejscowego portalu Fontanka Siergiej Nikołajew.

Autopromocja
Bezpłatny e-book

WALKA O KLIMAT. Nowa architektura energetyki

POBIERZ

Wersje

Władze początkowo zamknęły trzy stacje metra, potem dziesięć, a w końcu całą sieć podziemnej kolei. Głównym powodem było znalezienie na stacji Płoszczad Wosstanija kolejnego ładunku wybuchowego, zamaskowanego jako gaśnica. Wzmocniono ochronę wszystkich miejskich dworców kolejowych, autobusowych i lotniska Pulkowo – a w końcu w całym obwodzie leningradzkim. Policja rozpoczęła kontrolę samochodów na drogach w pobliżu miasta. Podobne dwa pakunki wywołały alarm w moskiewskim metrze, ale okazały się tylko zgubionym bagażem.

– Wygląda to na dobrze zaplanowane działanie – powiedział o petersburskim zamachu szef Zrzeszenia Weteranów Grupy Alfa Siergiej Gonczarow. Nikt jednak nie potrafi wyjaśnić, jak zamachowiec (lub zamachowcy) wniósł ładunek na peron. Na wszystkich stacjach przed bramkami biletowym znajdują się wykrywacze metali, każda stacja ma też swój posterunek policji. Były oficer KGB, a obecnie gubernator Petersburga Gieorgij Połtawczenko powiedział, że stało się tak z powodu dużej ilości pasażerów i tłoku. – Spokojnie weszli, przenieśli ładunek, podłożyli i cichutko wyszli. Dlaczego nikt nie zwrócił uwagi na porzucone rzeczy? Jakoś to dziwnie wygląda – mówił z kolei były członek antyterrorystycznej Grupy Alfa, pułkownik Witalij Demidkin. ©?

masz pytanie, wyślij e-mail do autora: andrzej.lomanowski@rp.pl