To 61-letnia właścicielka mieszkania, jej 35-letnia córka i jej 37-letni partner, pochodzący z Tunezji. Osoby te mogły zatruć się czadem. Postępowanie w sprawie ich śmierci prowadzi miejscowa prokuratura.

Służby ratunkowe wezwał znajomy zmarłego mężczyzny. Od miesiąca nie mógł się z nim skontaktować.

Nie mógł się też skontaktować z partnerką znajomego, dlatego w piątek wieczorem przyjechał do mieszkania jej matki przy ul. 6 Sierpnia.

Mimo, że w lokalu na parterze paliło się światło, nikt nie otwierał drzwi. Mężczyzna wezwał pomoc.

Policjanci ustalili, że także sąsiedzi od jakiegoś czasu nie widzieli właścicielki lokalu. Drzwi były zamknięte, więc wezwano straż pożarną.

Strażacy wyważyli drzwi i weszli do środka. Tam znaleźli ciała trzech osób oraz psa. Nie było na nich widocznych obrażeń.

Strażacy sprawdzili mieszkanie pod kątem obecności w nim trujących gazów. Normy nie były przekroczone, ale to nie wyklucza, że ofiary mogły zatruć się czadem.

Kawalerka była ogrzewana palnikiem podpiętym do butli gazowej. Butla była opróżniona, a zawór od niej odkręcony. - Mieszkanie było dość szczelne. Prawdopodobnie wypalił się cały gaz, a jednocześnie płomień wypalał znajdujący się w pomieszczeniu tlen - tłumaczyli strażacy.

Okoliczności śmierci trojga osób wyjaśniają teraz policjanci pod nadzorem Prokuratury Rejonowej Łódź -Polesie.

Straż apeluje, aby montować w mieszkaniach i domach czujniki tlenku węgla. Kosztują ok. 100 zł, a mogą uratować życie.

Co roku bezbarwny, bezwonny i lżejszy od powietrza czad zabija ok. 100 osób. Najwięcej zatruć jest w sezonie zimowym.

Do zasłabnięcia najczęściej dochodzi w łazienkach, które są ogrzewane piecykami gazowymi. Nowsze urządzenia, gdy spaliny nie są prawidłowo odprowadzane do komina, wyłączają się. Starsze piecyki takich zabezpieczeń nie mają.

Gdy zdarza się awaria, a kratki wentylacyjne są zatkane, wystarczy kilka minut, aby doszło do tragedii.

- Tlenek węgla łączy się z hemoglobiną dużo łatwiej niż tlen, dlatego w krótkim czasie dochodzi do niedotlenienia mózgu, serca i innych organów i człowiek traci świadomość – tłumaczą strażacy.