Protestujący w Brukseli rzucali w stronę policjantów kostkami brukowymi, znakami drogowymi, racami i petardami próbując przedrzeć się przez kordon policji blokujący dostęp do miejsca, gdzie znajduje się kancelaria szefa rządu, parlament i inne urzędy publiczne.
Rzeczniczka brukselskiej policji Ilse Van de Keere poinformowała, że w demonstracji brało udział ok. 400 protestujących. Ok. 100 osób zatrzymano.
Uczestnicy demonstracji mieli ze sobą transparent z hasłem "socjalna zima nadciąga" i skandowali "Macron, Michel, ustąpcie".
Wcześniej policja użyła gazu pieprzowego przeciwko niewielkiej grupie protestujących, którzy próbowali przedrzeć się do dzielnicy, gdzie znajduje się Parlament Europejski.
W Rotterdamie, gdzie doszło do pokojowej demonstracji żółtych kamizelek, jej uczestnicy skarżyli się na duże obciążenia podatkowe, wysokie czynsze i kryzys systemu świadczeń socjalnych".
100 osób w żółtych kamizelkach wzięło udział w pokojowej demonstracji przed holenderskim parlamentem w Hadze. Do demonstracji doszło też w Amsterdamie.
Przyczyna protestu nie jest jasna. Ani w Belgii, ani w Holandii, nie rozważano wprowadzenia podwyżek podatku paliwowego. To właśnie taka planowana podwyżka - która doprowadziłaby do znacznego wzrostu cen paliw, w tym przede wszystkim oleju napędowego, doprowadziła do demonstracji we Francji. Mimo że rząd francuski wycofał się z planowanej podwyżki, 8 grudnia w Paryżu znów doszło do demonstracji żółtych kamizelek - protestujący domagają się teraz podwyższenia płacy minimalnej, a niektórzy chcą dymisji prezydenta Emmanuela Macrona.