Reklama

Czy ewakuacja Polaków z Donbasu to sukces

Rząd chwali się ściągnięciem ze wschodu Ukrainy prawie 180 Polaków. Sprawa budzi duże kontrowersje.

Aktualizacja: 14.01.2015 06:21 Publikacja: 14.01.2015 00:00

Lotnisko pod Malborkiem. Odprawa paszportowa jednej z rodzin, które we wtorek przyleciały z Donbasu

Lotnisko pod Malborkiem. Odprawa paszportowa jednej z rodzin, które we wtorek przyleciały z Donbasu

Foto: PAP/ Adam Warżawa

– Przywitaliśmy naszych gości, chcemy, by było to dla nich otwarte i bezpieczne miejsce – mówiła na wtorkowej konferencji prasowej na lotnisku wojskowym w Krasnołęce pod Malborkiem minister spraw wewnętrznych Teresa Piotrowska. Wtórował jej szef dyplomacji Grzegorz Schetyna. – Daliśmy gwarancję bezpieczeństwa uchodźcom – przekonywał.

Wojskowe samoloty przywiozły tego dnia do kraju 178 Polaków ze wschodniej Ukrainy, z terenów opanowanych przez prorosyjskich separatystów. Jak podaje MSZ, w ostatnich dniach przebywali na terenie konsulatu w Charkowie. Teraz trafią do rządowego ośrodka w Łańsku i do ośrodka Caritas, gdzie przez pół roku będzie wdrażany program adaptacyjny – głównie nauka języka. Budżet wyda na to 4 mln zł. Później uchodźcy mają się usamodzielniać. Rząd liczy, o czym mówili we wtorek ministrowie, że w ten proces zaangażują się samorządy.

– Udało się nam dobrze przygotować i przeprowadzić ewakuację – przekonywał Schetyna. Innego zdania jest Michał Dworczyk, prezes Fundacji Wolność i Demokracja zajmującej się pomocą Polakom na Wschodzie. Uważa, że sprawa ewakuacji pokazuje niską wydolność państwa.

– Pierwszy raz już w sierpniu 2014 r. Polacy zabiegali o pomoc w przyjeździe do kraju – mówi. Po spotkaniu z przedstawicielami organizacji polonijnych na początku grudnia premier Ewa Kopacz zadeklarowała, że do końca roku wszyscy zostaną ewakuowani. Gdy się okazało, że termin jest nierealny (do wyjazdu zgłosiło się więcej osób, niż początkowo szacował rząd), resorty spraw wewnętrznych i zagranicznych przerzucały się za to odpowiedzialnością.

Ostatecznie transport przesunął się o dwa tygodnie. – To kompromitacja naszego państwa. Dlaczego 37-milionowy kraj nie jest w stanie sprawnie zadbać o garstkę swoich rodaków? – pyta Dworczyk. – Dobrze, że nie spotkało nas nic poważniejszego.

Reklama
Reklama

Ale nie tylko sprawa ewakuowanych we wtorek Polaków wzbudza kontrowersje. Chodzi także o grupę kilkudziesięciu osób polskiego pochodzenia, które uciekły do nas z Ukrainy na własną rękę. Im już władze nie pomagają.

– Przyjechałem do Polski z Ługańska trzy miesiące temu z żoną i czworgiem dzieci. Obecnie mieszkamy w Pułtusku. Gdyby nie pomoc organizacji pozarządowych, nie wiem, co byśmy zrobili – mówi nam pan Aleksiej, który podobnie jak członkowie jego rodziny ma Kartę Polaka.

Takim osobom pomaga m.in. Fundacja Wolność i Demokracja. Zebrała już na ten cel 180 tys. zł. Aleksiej deklaruje, że chciałby zostać w Polsce na stałe, ale nie wie, jak potoczą się jego losy. – Teraz co chwilę musimy zmieniać miejsce zamieszkania, przez co trudno o pracę. Dziwne, że polskie państwo nic nie robi w sprawie takich osób jak ja – żali się w rozmowie z „Rzeczpospolitą".

Eksperci wskazują, że państwo kolejny raz nie stanęło na wysokości zadania w kontekście obowiązków wobec osób polskiego pochodzenia żyjących za naszą wschodnią granicą. W „Rzeczpospolitej" wiele pisaliśmy o klęsce repatriacji – przez ostatnich kilkanaście lat udało się sprowadzić do kraju niespełna 5 tys. osób.

Mamy poważny problem z całym systemem pomocy osobom pochodzenia polskiego. – Oprócz tego nie mamy właściwie żadnej polityki imigracyjnej, a mogłaby być ratunkiem przy pogarszającej się sytuacji ludnościowej – dodaje prof. Krystyna Iglicka, demograf, rektor Uczelni Łazarskiego.

Podobnie ocenia to Stanisław Knaflewski, wiceprezes Fundacji Republikańskiej. – Nasza polityka imigracyjna pozostawia wiele do życzenia. A właśnie teraz, gdy za naszą wschodnią granicą jest niespokojnie, powinniśmy się uaktywnić. Osiedlanie bliskich nam kulturowo Ukraińców jest nie tylko potrzebne, ale wręcz konieczne, biorąc pod uwagę sytuację demograficzną – mówi Knaflewski.

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Społeczeństwo
Sondaż: Polacy jednoznacznie oceniają działania Donalda Trumpa ws. Grenlandii
Społeczeństwo
WOŚP 2026: 34. Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Ile zebrano do tej pory?
Społeczeństwo
Ekspertka: Z mediów społecznościowych nielegalnie korzysta 1,6 mln polskich dzieci
Społeczeństwo
Sondaż: Czy dostęp do mediów społecznościowych powinien być dopiero od 16. roku życia?
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama