Jak wynika z najnowszego sondażu Instytutu Badań Rynkowych i Społecznych (IBRiS) dla „Rzeczpospolitej”, Polacy poważnie traktują niebezpieczeństwo ze Wschodu. Pytani o zagrożenie ze strony Rosji dla Polski, najczęściej odpowiadają, że utrzymuje się ono na stałym poziomie (44,8 proc.) lub wciąż rośnie (31,1 proc.).
Oznacza to, że łącznie niemal 76 proc. badanych dostrzega realny problem. Spadek zagrożenia widzi tylko 8,8 proc. respondentów, a 12,6 proc. uważa, że nie ma go wcale. Zdania w tej sprawie nie ma 2,6 proc. ankietowanych. Najmocniej wzrost zagrożenia ze strony Rosji odczuwają dziś wyborcy obozu rządzącego (61,6 proc.).
Czytaj więcej
Po Częstochowie mamy całą grupę miast – np. Gliwice czy Zabrze – gdzie zmobilizowany elektorat opozycji będzie w stanie odwołać kolejnych prezydent...
Wśród sympatyków koalicji rządzącej kolejne 28,4 proc. ocenia zagrożenie jako stałe, a tylko 1,6 proc. uważa, że spada (5,3 proc. twierdzi, że go nie ma). Inaczej widzą to zwolennicy opozycji: na wzrost wskazuje 12,7 proc., stały poziom 48,4 proc., spadek 18,1 proc., a na brak zagrożenia 18,6 proc.
Co drugi 40-latek uważa, że zagrożenie spada lub go nie ma
Wyraźne różnice widać w podziale na płeć. Kobiety częściej niż mężczyźni uważają, że zagrożenie rośnie lub utrzymuje się na stałym poziomie (80,4 proc. wobec 71,4 proc.). Z kolei mężczyźni ponad dwa razy częściej niż kobiety deklarują, że zagrożenia nie ma (17,2 proc. wobec 8 proc.).
W rozbiciu na wiek niemal wszystkie grupy (wyniki powyżej 70 proc.) zdecydowanie uznają, że ryzyko rośnie lub jest stałe. Najmłodsi (18–29 lat) rzadko negują istnienie problemu (zaledwie 3,6 proc. twierdzi, że zagrożenia nie ma). Wyjątkiem są osoby w wieku 40–49 lat: tylko 50,9 proc. widzi stałe lub rosnące zagrożenie, a aż 46,3 proc. uważa, że jest coraz mniejsze lub wcale go nie ma.
W grupie czterdziestolatków aż 27,2 proc. twierdzi, że zagrożenia nie ma wcale, podczas gdy w innych grupach odsetek ten nie przekracza 15,1 proc. Wykształcenie nie ma większego wpływu na poczucie zagrożenia – ok. 70-80 proc. wszystkich badanych widzi stałe lub rosnące ryzyko.
Odpowiedź „spada” lub „nie ma zagrożenia” wybiera ok. 20-25 proc. mieszkańców wsi i miast oraz ok. 20-22 proc. badanych niezależnie od wykształcenia. Ciekawie prezentuje się za to podział medialny. Zaledwie około 5 proc. widzów TVP i TVN uważa, że Rosja nie stanowi dziś zagrożenia. Po drugiej stronie znajdują się widzowie Telewizji Republika oraz odbiorcy kanałów na YouTube i podcastów. W tych grupach brak rosyjskiego zagrożenia deklaruje 17 proc. badanych. Wpływ ma też religijność: im bardziej wierzący, tym rzadziej widzą rosnące lub stałe ryzyko.
Czytaj więcej
IBRiS spytał Polaków, co myślą o wprowadzeniu zakazu poruszania się hulajnogami elektrycznymi po miastach. Większość badanych jest temu przeciwna,...
Wciąż jednak jest to pogląd dominujący we wszystkich grupach (69,2 proc. wśród wierzących i praktykujących regularnie wobec 87,1 proc. wśród niewierzących). Spadek zagrożenia widzi ok. 2 proc. niepraktykujących, ale już 13,5 proc. praktykujących nieregularnie i 15,6 proc. praktykujących regularnie.
Rosja nie taka groźna. Ale głównie dla wyborców Brauna
Ocena skali zagrożenia ze strony Rosji w dużej mierze zależy od poglądów politycznych. Aż 62,2 proc. zwolenników lewicy uważa, że zagrożenie rośnie, podczas gdy na prawicy sądzi tak tylko 13,2 proc. Prawica częściej uznaje jednak, że jest ono stabilne (54,2 proc. wobec 27,7 proc.).
Wyborcy lewicowi w ogóle nie uważają, że zagrożenie spada, a tylko 6,2 proc. twierdzi, że go nie ma (na prawicy to aż 18,2 proc. odpowiedzi). Wśród osób, które wzięły udział w wyborach w 2023 r. wyróżniają się zwolennicy Konfederacji: aż 58,7 proc. jej elektoratu uważa, że zagrożenie spada lub nie istnieje (w tym 25,2 proc., że go nie ma).
To wyraźny wyjątek na scenie politycznej. Nawet w elektoracie PiS spadek lub brak zagrożenia wskazuje łącznie tylko 23,1 proc. (w tym 14,7 proc. uważa, że go nie ma). Wyborcy Lewicy solidarnie uznają, że ryzyko trwa i nie spada. Wśród wyborców KO i Trzeciej Drogi spadek lub brak widzi 8,7 proc. i 6,2 proc.
Ciekawie rozkładają się głosy z wyborów prezydenckich w 2025 r. Wyborcy Magdaleny Biejat i Adriana Zandberga w 100 proc. uważają, że zagrożenie rośnie lub jest stałe, a u Rafała Trzaskowskiego i Szymona Hołowni to odpowiednio 92,8 proc. i 86,3 proc. Różni ich jednak ocena dynamiki zmian. Pod tym kątem wyborcy Hołowni są bliżsi Zandbergowi: odpowiednio 72,3 proc. oraz 66,9 proc. uważa, że zagrożenie utrzymuje się na stałym poziomie. Z kolei elektoraty Trzaskowskiego i Biejat widzą rosnącą presję ze strony Rosji – wzrost zagrożenia wskazuje odpowiednio 55,1 proc. oraz 74,9 proc.
Czytaj więcej
Od lat lansuję tezę, że jeśli ktoś chce zrozumieć specyfikę polskiej polityki, nie powinien patrzyć na naszych sąsiadów.
Prawica jest bardziej niejednorodna. Wśród wyborców Karola Nawrockiego 60 proc. uważa zagrożenie za stabilne, 16 proc. za rosnące, ale 18 proc. twierdzi, że go nie ma. U Grzegorza Brauna brak ryzyka widzi 19,7 proc., a aż 64,4 proc. uważa, że ono spada – nikt nie wskazuje tu wzrostu ani stabilizacji.
Wśród wyborców Sławomira Mentzena panuje rozłam: 45,2 proc. uznaje zagrożenie za stałe, a 53,6 proc. uważa, że spada (27 proc.) lub go nie ma (26,6 proc. – to najwyższy wynik, wyższy nawet od Brauna). Badanie IBRiS przeprowadzono 16 i 17 października tego roku na ogólnopolskiej próbie 1068 osób.