Kierowcy mińskiej firmy transportowej „Janstrong" uciekł słoń. Białorusin wiózł go z Węgier do Mińska. Zwierzę należało do węgierskiego cyrku, który zamierzał występować w białoruskiej stolicy.
Około piątej rano kierowca zatrzymał ciężarówkę przed granicą, by sprawdzić czy nie została uszkodzona na wybojach. - Miałem wrażenie, że kończy się cierpliwość słonia z powodu dziur na drodze, denerwujących jego i mnie – powiedział kierowca o imieniu Andriej białoruskiemu portalowi transportal.by.
Gdy kierowca oglądał tył samochodu, słoń uderzył w drzwi, które otworzyły się. Trafiony drzwiami Andriej upadł, a 15-letnie zwierzę o imieniu Markiz zeszło z platformy i wymachując trąbą poszło do lasu rosnącego wzdłuż drogi.
Padając, kierowca zranił się w nogę. Udało mu się jednak podjechać samochodem z rozbitymi, tylnymi drzwiami do granicy, gdzie celnikom usiłował wytłumaczyć co się stało. Po wysłuchaniu jego nieskładnej opowieści o zgubieniu słonia o piątej nad ranem celnicy zaczęli szukać alkomatu i kazali mu dmuchać.
Ponieważ Andriej był trzeźwy, urzędnicy potraktowali go poważnie i polecili napisać oświadczenie o wypadku. Zapewnili, że dokument zostanie rozpatrzony przez „naczalstwo" w ciągu siedmiu dni.
Przerażony kierowca usiłował wytłumaczyć celnikom, że w ciągu tygodnia słoń może stratować cały las rosnący dookoła przejścia granicznego. Nic nie wskórał, zaczął więc szukać pomocy u straży granicznej.
Strażnicy wysłuchali go, ale też zaproponowali napisanie oświadczenia, które również zostanie rozpatrzone w ciągu siedmiu dni. Ale, gdy transportal.by zapytał u dyżurnego straży granicznej co ze słoniem, ten zapewnił, że „podjęto odpowiednie środki", a zwierzę „nie przekroczyło nielegalnie granicy państwowej".
Firma „Janstrong" potwierdziła, że słoń zbiegł ale „ładunek był ubezpieczony a poszukiwaniem zwierzęcia zajmują się prawdziwi profesjonaliści".